Piotr Miączyński
Od ponad dekady dziennikarz gospodarczy GW. Autor książki: „Jak bezpiecznie kupić dom lub mieszkanie”, współautor „Łowców Milionów” oraz „XX lat minęło”. Wielokrotnie nominowany do różnych nagród dziennikarskich: UOKiK (nagroda w 2011) oraz Grand Press. Wyróżniony w konkursie SDP.
RSS


Blog > Komentarze do wpisu

Mistrz kierownicy ucieka, czyli jak nie zdałem egzaminu na prawo jazdy (dwa razy).

Tak,  wiem, powinienem był wziąć się za to  w wieku lat 18. Ludzie mają wtedy zdecydowanie więcej czasu. Ja kurs na prawo jazdy dostałem od żony -  w prezencie na rocznicę ślubu. Owszem,  miała z tego powodu dużo radości.

Kurs trwa 30 godzin. Być może istnieją jednostki, które po takim czasie  potrafią prowadzić auto. Chapeau bas. Ja nie potrafiłem.

Kolega z kursu po raz pierwszy wyjechał na miasto dopiero,  kiedy  zaliczył 18 godzin na placu.  O mało przy tym nie zabił instruktora,  pakując się pod ciężarówkę.

Koleżanka z kursu po przejechaniu 20 godzin nadal myli pedał gazu z hamulcem.


Mnie po pięciu lekcjach, prędkość 30 na godzinę wydawała  się astronomiczna, a skoordynowanie sprzęgła, gazu, hamulca i biegów było naprawdę ciężką próbą.
 
OK,  można również przyjąć, że wszyscy  troje jesteśmy pierdołowaci, ale proszę mi wierzyć - takich  osób jest więcej.

Firmy organizując kursy po 1,4 tys. zł za 30 godzin prowadzą do sytuacji gdy nowi kierowcy uczą się  naprawdę jeździć  dopiero po zdobyciu prawka. Jeśli oczywiście mają dzień łosia i przypadkiem  zaliczą egzamin.

Zresztą -  co tu  kryć - osoby z długoletnią praktyką   nie jeżdżą dużo lepiej.  W Warszawie zgodnie z przepisami poruszają się  chyba tylko L - ki.
Liczba  sytuacji, w których   zostałem strąbiony za zatrzymanie się przed zielona strzałką, albo znakiem STOP jest naprawdę imponująca.

Liczba  osób, które poruszają się po drodze tylko lewym pasem  - również (przypominam, w Polsce mamy ruch prawostronny).


Najbardziej jednak walą po oczach skrzyżowania.  W godzinach szczytu większośc  jest zatkana.   Bo komuś się spieszy i wjeżdża na krzyżówkę , której później nie ma szans opuścić. A po zmianie świateł blokuje skutecznie resztę kierowców.

Jakiś  błąd  systemowy tkwi w ogóle w metodzie  szkolenia kierowców. I nie załatwią tego najnowsze propozycje zmian w egzaminach na prawo jazdy, czyli skrócenie egzaminu z 40 do 25 minut, zdawanie teorii przez internet czy
wprowadzenie nowej kategorii prawa jazdy AM  (na motorowery) - dla 14 latków.

Po prostu musimy jeździć więcej. Nie podejmuję się ocenić czy to "więcej"  oznacza 40, 50 czy więcej godzin. Takie lekcje kosztowałby dużo drożej niż wspomniane 1,4 tys. zł. Czy jesteśmy jednak w stanie płacić za kurs równowartość tysiąca euro? Nie sądzę. 
 
 
-----------------------------------------------------------------------------------------
Na kurs poszedłem z założeniem, że chcę się nauczyć jeździć, a nie zdać egzamin. Na drogach za miastem spędziłem kilkanaście godzin, ucząc się wyprzedzać. Kolejne kilkanaście na skrzyżowaniach, na nauce bezkolizyjnego skręcania w lewo. Mój kumpel ma znajomą, która za każdym razem gdy przyjeżdża do  naszego miasta  - musi kobinować, jak trafić  do niego bez skręcania w lewo. Chciałem uniknąć takiej sytuacji. W miarę swobodnie poczułem się za kierownicą po przejechaniu 80 godzin*.


Co nie zmienia faktu,, że i tak oblałem egzamin*,


* za pierwszym razem w 33 minucie jazdy wymusiłem pierwszeństwo na skrzyżowaniu, za drugim   - ten sam błąd popełniłem od razu przy  wyjeździe z WORD -u .
piątek, 20 marca 2009, miaczynski

Komentarze
Gość: Orginal Replica, 77.255.29.17*
2009/03/20 21:44:14
Nie wszyscy muszą miec prawo jazdy - to nie wynika z ustawy.
-
2009/03/20 22:11:10
Niektórym kierowcom to bym pozabierała prawa jazdy! Jeżdżą jak wariaci!
A wjeżdżanie na krzyżówkę wkurza mnie tak, że kiedyś wysiądę i chyba takiemu cwaniaczkowi zdzielę w łeb. Najgorsze, że we Wrocławiu najczęściej krzyżówki tarasują tiry. A tam do kierowcy po prostu nie dosięgnę ...
-
2009/03/20 22:16:49
Czyżby WORD na Bemowie? Oni mają wyjazd tak skonstruowany, że oblewa na nim chyba połowa egzaminowanych :)

Y. (trzy podejścia, kilka jazd doszkalających).
-
Gość: Zawodowy Kierowca Autobusowy, acmo212.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/03/23 11:35:04
Jak się jest ciapą, to i się nie umie jeździć...
-
2009/03/23 11:43:57
We Francji kurs zajmuje dużo więcej czasu i pieniędzy, tak do 7 tysięcy euro, ale masz szkolenie nie tylko w miescie, ale i na autostradzie, w dzień i wieczorem. W Niemczech zdajesz kilka egzaminów w różnych warunkach drogowych. Byłabym za takim samym rozwiązaniem. A poza tym, coś jest chyba na rzeczy, że najczęściej kobiety (wśród moich znajomych, włącznie ze mną) zdają za pierwszym razem. Chyba podchodzą do tematu spokojniej, bez wygórowanej ambicji (pewnie związanej z presją społeczną, że "facet to musi umieć jeździć").
-
2009/03/23 12:06:02
z tymi dwoma oblanymi egzaminami to jeszcze nie jest źle, a kwestia wymuszenia pierwszeństwa jest cokolwiek sporna; oblewam swoje egzaminy na zmianę za wymuszenie pierwszeństwa lub za tamowanie ruchu (bo nie chcę wymuszać pierwszeństwa itd.), mówi się trudno i zdaje się dalej:) powodzenia!
-
2009/03/23 12:08:12
Wspolczuje wszystkim tym, ktorzy zmuszeni sa zdawac egzamin w polskich miastach. moja kuzynka stwierdzila, ze predzej przyjdzie jej jezdzic traktorem w Zmimbabwe niz po drogach krakowskich (3 podejscia bez sukcesu). Ja zdecydowalam sie nauczyc jezdzic w wieku 30 lat w uk. Moj instruktor mowil, ze ilosc lekcji liczy mniej wiecej tak: 1,5 godziny jazdy na kazdy rok zycia. czyli w moim 'wypadku' wypadalo jakies 45. Do egzaminu przystapilam po jakiejs 80siatej godzinie jazdy i oblalam za wymuszanie pierwszenstwa na skrzyzowaniu wlasnie, ktorych tutaj jest jak na lekarstwo. Ale po tym pierwszym niepowodzeniu jezdzi mi sie latwiej i swobodniej i mam nadzieje, ze w najblizszy czwartek juz sobie poradze. A co do blokowania skrzyzowan to tu jest to rozwiazane tak: sa fotokamery, ktore robia zdjecia autom przekraczajacym linie skrzyzowania na zoltym albo czerwonym swietle. Zle obliczysz dystans lub pakujesz sie na chama i powodujesz utrudnienia innym - placisz. Poczatkowo balam sie rond i wydawaly mi sie one wariactwem, ale teraz uwazam to za super rozwiazanie o ile kierowcy stosuja sie do przepisow i wlaczaja kierunkowskazy. Pozdrawiam
-
Gość: karola, gly182.internetdsl.tpnet.pl
2009/03/23 12:37:33
niestety na kursie uczymy sie tylko zdać egzamin i jak nie spowodować kolizji... a dopiero potem uczymy sie płynnie jeżdzić... ja zdałam za drugim razem... za pierwszym oblałam plac...;-) pozdrawiam
-
Gość: Paolllo, ip-62.89.110.130.static.crowley.pl
2009/03/23 12:58:57
brrr, ja swoje drugie podejście do egzaminu mam w piątek. Już mam "myślone" jak to będzie... W samych godzinach szczytu w Gdańsku hehehehe, mam nadzieję, że za daleko na miasto nie wyjadę (korki) ;) Trzymajcie kciuki!
-
Gość: , 80.48.174.3*
2009/03/23 14:13:34
Zdaje 4 raz myśle,ze mam małe szanse ,bo instruktorzy nie lubią dojrzałych kobiet.
NIESTETY DOBIEGAM 60 I DOPIERO TERAZ MUSZE ZROBIĆ PRAWO JAZDY,CZY MI SIĘ UDA ZOBACZYMY......
-
Gość: Kirith, abrd125.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/03/23 15:11:13
Mój instruktor od razu zastrzegł, że w ciągu tych 30 godzin nie nauczy mnie jeździć, ale nauczy mnie, jak zdać egzamin. Egzamin zdałem, a jeździć uczę się cały czas. I naprawdę nie mogę narzekać, ani na szkołę w której uczyłem się jeździć, ani na instruktorów, którzy mnie prowadzili. IMHO obojętnie czy będzie to 30 godzin, czy 300 godzin zawsze będzie za mało. Po pierwsze: nie da się przerobić wszystkich sytuacji na drodze. Po drugie: jeżdżąc L-ką zawsze mamy świadomość, że obok jest ktoś, kto w razie potrzeby wyciągnie nas z opresji. A to bardzo wiele zmienia...
-
Gość: 50+, 195.93.162.12*
2009/03/23 16:27:23
Ja zdawałam egzamin w grudniu, zdałam za trzecim razem. Jestem kobietą 50+. Wykupiłam 20 dodatkowych jazd a i tak uczę sie dopiero na swoim samochodzie. Na kursie nie da sie nauczyć tak żeby swobodnie jeźdźić. Największy kłopot jest z manewrami. Dojrzałe kobiety - można zdać egzamin na prawo jazdy.
-
2009/03/23 16:28:12
Ja do dzisiaj pamiętam jak mnie podsumował egzaminator: "zdał pan, bo większość co tu przychodzi w ogóle nic nie umie" :)

Teraz po prawie roku jeżdżenia wcale nie jestem pewny, czy był zdał ponownie... ale z innego powodu. O ile na kursach uczą jeździć prawidłowo i zgodnie z przepisami, to w praktyce wpsółużytkownicy "uczą" przepisy naginać łamać, karząc krnąbrnych żółtodziobów trąbieniem, wymuszaniem pierwszeństwa, wyprzedzaniem na trzeciego i po prawej etc.

A autora pocieszam: z mojego rzutu połowa nie zaliczyła zadań na placu, więc nie jest taki ostatni! A nerwy mogą zjeść najlepiej przygotowanego (i słusznie, bo prowadzić będzie się często w sytuacjach maksymalnie stresująch).

Y.
-
2009/03/23 16:47:02
Oblalam trzy razy. Za pierwszym razem tak mi sie nogi trzesly, ze nie moglam wcisnac sprzegla i jechalam skokami do przodu, jak zaba. Wszystkie trzy razy oblalam na placu, ktory wedlug mnie jest najbardziej kretynska czescia egzaminu. Moja kolezanka piec. Nie to, ze Cie doluje, ale to w sumie normalka. Prowadzenia auta w miescie i tak bedziesz musial nauczyc sie w praktyce po zdaniu, gdy bedziesz siedzial sam w aucie i kombinowal dwa kilometry przed skretem, zeby zmienic zawczasu pas, bo inaczej "nie zdazysz". Powodzenia.
-
Gość: sss, dla227.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/03/23 17:03:19
czytam i nie dowierzam. 30h niewystarczające? ;| pierwsze słysze.
ja nudzilem sie na jazdach juz po 20h. egzamin zdałem za drugim. za pierwszym glupota, za pewnie sie poczulem i jezdzilem na pamiec przez co pomylilem zatoke autobusowa z pasem ruchu przy skręcaniu w lewo :). może to przez to ze była 19 i prószył śnieg ale to akurat nieważne. w sumie wyjezdzilem 34h i nawet parkować sie nauczyłem z zamknietymi oczami. zdawałem warszawa-bemowo.
-
Gość: anka, host-86-63-144-176.nplay.net.pl
2009/03/23 17:07:54
Zdałam z piątym razem. Między kolejnymi egzaminami doszkalałam się intensywnie. Nie wiem, ile wyjeździłam, ale pewnie około 100 godzin i faktycznie mogę powiedzieć, że po tym czasie poczułam się pewnie na drodze. Po przepisowych 30 godzinach silnik mi gasł przeciętnie trzy razy na każdej jeździe:) Porażka. Ale warto było. Kupiłam samochód i śmigam:)
-
Gość: , 116.137.rev.vline.pl
2009/03/23 17:48:05
Ja mam za sobą już trzy podejścia. I z każdym kolejnym egzaminem mam coraz mniejsze emocje i wiarę, że może się to udać. Z każdym razem kończę po przynajmniej 30minutach jazdy :( Ostatni stwierdził, że jechałam na żyletę przy zaparkowanym aucie po prawej stronie. Zahamował mi uznając, żebym spowodowała zagrożenie.. Rosyjska ruletka :/
-
Gość: j-50, 8.mas.airbites.pl
2009/03/23 18:30:03
Z opowiadania rodzinnika - zdawanie na prawko w USA. Gość podjeżdża autem pod biuro szeryfa (podjeżdża nie mając prawka!). Szeryf wyłazi na ulice i każe gościowi dojechac do końca ulicy, nawrócić i podjechac pod biuro. Wcale z nim nie wsiada do auta - stoi na ulicy i patrzy. Następnie wypisuje prawko i po robocie. Wszystko trwa kilka minut.
-
Gość: j-50, 8.mas.airbites.pl
2009/03/23 18:35:50
A teraz: jak Amerykanka przejechała całą Anglię. Wynajęła auto w południowej Anglii i pojechała do Szkocji. Całą drogę jechała na pierwszym biegu i zarżnęła silnik. Całą drogę nie mogła się nadziwić co to europejskie auto tak wolno jedzie i wyje silnikiem. Była bowiem przekonana, że wszystkie auta na świecie mają automatyczną skrzynię biegów.
-
Gość: ll, gye70.internetdsl.tpnet.pl
2009/03/23 19:09:13
W Ameryce to tak dawniej bywało. Może są takie hrabstwa gdzie to się jeszcze praktykuje ale w NY jest egzamin jest podobny jak u nas: jest część teoretyczna pisana pod kamerami w czymś jak nasze WORDy i jest jazda na mieście. Nie ma placu, choć zanim wyjedziesz na miasto każą ci przejechać kawałek na placu np kółeczko.
Nie oblejesz egzaminu jeżeli raz ci zgaśnie silnik (choć przy automacie to w ogóle trudno silnik przeciążyć). Egzaminator nie każe ci skręcić w stronę gdzie jest zakaz ale może cię odpytać jakie znaki były na skrzyżowaniu które mijałeś

Nie musisz zrobić kursu w szkole jazdy, możesz się uczyć sam. W zasadzie możesz jeździć bez prawa jazdy ale nikt cię nie ubezpieczy wiec raczej nikt się nie wybiera do centrum zeby potrenować. Standardem jest uczenie jazdy przez członka rodziny choć są szkoły jazdy.
-
2009/03/23 19:20:24
też dwa razy nei zdałam.. tylko, że ja odpadłam wcześniej.. tylko, że odpadłam już na łuku za pierwszym razem skosiłam słupek, za drugim za wcześnie się zatrzymałam fakt już na kopercie ale kilka centymetrów za wcześnie..
-
Gość: asia, 80.55.255.4*
2009/03/23 21:27:42
zdawalam 3 razy,jakies 9 lat temu. Zdalam i ....balam sie jezdzić prze następne pare lat...coz...wszyscy doswiadczeni kierowcy mowili mi,ze jak bede musiala,to po prostu wsiade i pojade...i faktycznie...od jakichs 3 lat smigam codziennie do pracy (w sumie obracam ok.100km dziennie;) i moge powiedziec,ze umiem jezdzic,..choc oczywiscie przydalby sie jakis kurs techniki jazdy, wychodzenia z poslizgow itp...pocwiczylabym to sobie,nie powiem...jedno jest pewne-wyjezdzasz godziny na kursie,zeby zdac (ja zdawalam za czasow, gdy w P-niu byly 4 trasy "objazdowe" na egzaminie,znalam je na pamiec, wszystkie znaki, krzyzowki,"pulapki" itp;), a nauczysz sie dopiero, jak zaczniesz naprawde jezdzic...
-
Gość: DP, h-87-199-44-133.dolsat.pl
2009/03/23 21:59:10
Bo w Polsce nie uczy się dobrze jeździć, tylko jak zdać egzamin. I potem mamy tego efekty, że strach wsiadać za kierownicę.
-
Gość: Rafik, host-80-238-116-119.jmdi.pl
2009/03/23 22:19:21
Czytam komentarze i niemal z każdym z nim się zgadzam. Generalnie sądzę, że kursy uczą nie wiele. Rzeczywiście można się nauczyć jak zdać - ale to chyba tyle. Ostra jazda bez trzymanki zaczyna się, gdy masz już upragniony kawałek plastiku w rękach i kluczyki do samochodu.
Próbował ktoś jeździć w Warszawie zgodnie z przepisami, np. 50h na godzinę, albo 60h na niektórych ulicach (tam, gdzie znaki na to pozwalają)? Trąbienie, mruganie światłami itp. Koszmar.
Zdałem za drugim razem. Za pierwszym - klasyczne wymuszenie. Stres był oczywiście ogromny, ale prawdziwy stres zaczął się, gdy usiadłem za kierownicą, już sam. Właściwie codziennie dojeżdżam do pracy i czasem mam ochotę wysiąść z samochodu, by dalej pójść na piechotę - i nie mam na myśli tylko korków. To, co się dzieje na drogach to jest po prostu koszmar.
Żaden kurs nie nauczy jak sobie radzić z trudnymi sytuacjami na drodze. Niestety. Albo będziemy umieli jeździć po owych 30h za kierownicą albo nie. Tak to po prostu wygląda.
Acha, pierwszą kolizję już mam za sobą.
-
Gość: , chello089079000230.chello.pl
2009/03/24 02:34:24
Też to przerobiłem... Niestety... W końcu poszedłem po rozum do głowy.
A dlaczego?
Ano proszę sobie poczytać kodeks drogowy. Konkretnie art. 119, ust. 2 a także art. 109, ust. 1. A cóż tam takiego stoi ciekawego?
Ano to, że ta banda WORD'ziarskich złodziei utrzymuje się TYLKO i WYŁĄCZNIE z opłat za egzamin.
Jaki stąd wniosek? Ano taki, że w interesie tych złodziei leży, aby każdy podchodził po -naście razy, bo oni się z tego utrzymują. Siedzą sobie w takim WORD'zie po te 8h x 5 dni w tygodniu i biorą pensyjkę, z której utrzymują siebie, rodziny, płacą czynsze, kredyty itp. Jeżeli nagle okaże się, że kolejka oczekujących na egzamin jest pusta, to pensyjki ni ma i trzeba szukać nowej pracy. Trzeba więc zadbać, aby była. A jak? Ano tak!
A jak kolejki się wydłużają, to co proponują panowie WORD'ziarze?
A proste: SKRÓCENIE!
A jak?
Jeszcze prostsze: a niech egzamin na mieście nie trwa 40 minut tylko 25 minut.
A dlaczego?
A dlatego, aby frajera szybciej uwalić i generalnie więcej frajerów uwalać w ciągu jednego dnia roboczego, aby kaska szybciej do WORD'ziarskiej kabzy płynęła.
Powie ktoś: spiskowa teoria dziejów.
Taaak?
To niech ten ktoś mi łaskawie wytłumaczy, dlaczego u licha w Polsce w jednym podejściu zdaje 20%~30% osób, a takiej Anglii czy w Stanach ok. 85% albo i więcej i nie ma skandali korupcyjnych jak u nas?!?!?!?!?!
Czyżby polscy kierowcy byli tak bardzo gorsi od angielskich czy amerykańskich, skoro tak bardzo trzeba ich uwalać na egzaminach.
Nieprawda! Są podobni.
Sprawa jest więc prosta: dopóki nie zmieni się sposób finansowania WORD'ów (tzn. z budżetu centralnego lub samorządowego) a długa kolejka oczekujących nie będzie jedyną gwarancją zatrudnienia dla egzaminatorów, będziemy do egzaminu na prawko podchodzić po naście razy.

Dlatego poszedłem po rozum do głowy. Przeczytałem sobie art. 94, ust. 2 kodeksu drogowego. Pogoogle'ałem, podzwoniłem, odłożyłem trochę kasy (coż... płacz, człowieku i płać) i teraz mogę sobie śpiewać na melodię pewnej piosenki śpiewanej onegdaj przez dwóch lwowskich batiarów: Szczepcia i Tońcia:

... bo gdybym tak prawko ja robić miał znów, to tylko we LWOWIE!
I nie ma gadania i co chcesz, to mów: nie ma jak LWÓW!

A gdy wróciłem do domu z dokumentem (wpierw ukraińskim a potem po wymianie w wydziale komunikacji - polskim), zawołałem: "Ta joj!"
-
Gość: GOSC, f051115185.adsl.alicedsl.de
2009/03/24 02:58:12
strąbiony za zatrzymanie się przed zielona strzałką
No, ja (25 lat doswiadczenia) tez bym trabil. :))
Ale jak to wlasciwie jest w Polsce ? (mieszkam na tzw.Zachodzie)
Trzeba najpierw stanac, zeby potem jechac ? Hmmm.
-
2009/03/24 08:02:24
Zielona strzałka:
"Trzeba najpierw stanac, zeby potem jechac?"

Tak, trzeba. Jak nie wierzysz, zajrzyj do kodeksu :) Na tym też często uwalają, bo wtedy się liczy jako przejechanie przez skrzyżowanie na czerwonym, a to jest na liście grzechów głównych, skutkujących przerwaniem egzaminu z wynikiem negatywnym.

Y.
-
Gość: as_kierownicy, acwh147.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/03/24 09:42:19
No cóż... ja zdam za piątym razem :) Za pierwszym nie wyszło - bo wymusiłem. Za drugim nie wyszło - bo wymusiłem, za trzecim nie wyszło - bo na wzniesienie próbowałem wjechać na luzie :), za czwartym nie wyszło - bo wjechałem pod prąd. Mam wyjeżdżone około 70 godzin i dobrze radzę sobie z kierownicą. Stres jest po prostu powalający i nawet obrona pracy magisterskiej była niczym w porównaniu z tym egzaminem :) Co ciekawe, za każdym razem egzaminator mówi, że nie miałby zastrzeżeń i że jeżdżę dobrze, ale niestety płaci się za chwilę nieuwagi :( Dokładnie 112 zł się płaci :)
-
Gość: , hmo74.internetdsl.tpnet.pl
2009/03/24 10:01:48
Jestem 50+ i zdałam egzamin na prawko kat b,za 8 razem,za każdym razem było dobrze,tylko przejechała pani linję ciągłą,lub wymusiła pierszeństwo,albo nie mogłam wyjechać z placyku,to wszystko wina instruktorów,dopiero na własnych błędach uczyłam się jak i gdzie powinnam się zachować.Jak zrobić placyk prawidłowo dowiedziałam się pod koniec egzaminu,bo wcześniej niezakumałam o co chodzi instruktorowi pół metra i kierownicą lekko skręt,a zasada jest prosta: zobaczysz drugi pachołek kierownicą pół obrót, następnie zobaczysz w prawym tylnym oknie pachołek,kieronicą kolejny obrót i trzymać tak patrząc się w lusterko środkowe w aucie dopuki niezobaczy się pachołkówna liniji prostej wtedy kierownicą obrót o 360 stoni,cofamy aż do samej kopery.Powodzenia.
-
Gość: karrick, pc-212-51-207-206.p.lodz.pl
2009/03/24 10:04:15
Ja przed kursem prawa jazdy potrafiłem jedynie ruszyć prawidłowo z miejsca, żeby nie jechać "żabką". Co prawda mieszkam na wsi, ale nie miałem zbyt wielu okazji żeby potrenować jazdę, kiedyś fiatem 125p wjechałem na pień drzewa, tylko dlatego że nie chciałem wyminąć malucha jadącego z naprzeciwka. Więc gdy wsiadłem do corsy w mieście, można powiedzieć że jeździć nie potrafiłem, lecz cała zasługa mojego instruktora, który co prawda wrzeszczał czasami i nachalnie powtarzał gazu, gazu, hamuj itp ale doprowadził do tego że zdałem za pierwszym razem, mimo ze placyk zaliczyłem bez zapiętych pasów. Prawda, ciapa ze mnie straszna, po prostu przyznałem się egzaminatorowi, a on dał mi drugą szansę na mieście. Więc wszystko zależy od postawy szkół jazdy, ja kurs odbyłem w firmie, w której instruktor sam jest sobie sterem, żaglem i okrętem, ale fakt jest taki że nie znam osoby która uczyła się u niego i nie zdała za pierwszym razem, a znam takich osób co najmniej 7. Natomiast słuchając opowieści przyjaciół, którzy pomimo wcześniejszego doświadczenia za kółkiem, oblewali z przepisów, mówili że wsiadali do elki a instruktor ledwie zauważył że wsiadł nowy kursant i tyle z ich zainteresowania. Najczęściej im większa szkoła nauki jazdy, tym gorzej przygotowuje do egzaminu, gdyż nastawia się na ilość.
-
Gość: , 89.191.150.22*
2009/03/24 10:59:08
[1/4 - w czterech częściach, bo system komentarzy chyba zgłupiał]
"Ja kurs na prawo jazdy dostałem od żony - w prezencie na rocznicę ślubu. "
Proszę ode mnie pogratulować żonie - mało jest prezentów, które jednocześnie dają (w niedługiej przyszłości, kiedy się Pan oswoi z kierownicą) tyle przyjemności i mogą być tak praktycznie potrzebne.

"Kolega z kursu po raz pierwszy wyjechał na miasto dopiero, kiedy zaliczył 18 godzin na placu."
Well, nie chcę żeby to źle zabrzmiało, ale może nie powinien?
To, że ktoś uczestniczy w kursie wcale nie znaczy, że powinien go ukończyć, skoro kurs winien przygotować nowego kierowcę.

"Koleżanka z kursu po przejechaniu 20 godzin nadal myli pedał gazu z hamulcem."
No ja najmocniej przepraszam - czy koniecznie musi siedzieć za kierownicą?

"Mnie po pięciu lekcjach, prędkość 30 na godzinę wydawała się astronomiczna, a skoordynowanie sprzęgła, gazu, hamulca i biegów było naprawdę ciężką próbą."
Posiadanie prawa jazdy nie jest obowiązkowe, a wypuszczenie na ulicę osoby, której mylą się kierunkowskazy, pedały, czy ją oszałamia astronimoczna prędkość sprintu zdrowego dorosłego człowieka to moim zdaniem błąd, który może kosztować wiele osób życie.
-
Gość: karl cd , 89.191.150.22*
2009/03/24 11:01:44
[2/4]
"Firmy organizując kursy po 1,4 tys. zł za 30 godzin prowadzą do sytuacji gdy nowi kierowcy uczą się naprawdę jeździć dopiero po zdobyciu prawka."
Aby nauczyć _jeździć_ _dobrze_ nie wystarczy i 300 godzin. Trzeba by dziesiątek godzin w dzień i w nocy, w deszczu i oslepiającym słońcu, w śnieżycy i na śliskich, jesiennych liściach.
Taki kurs musiałby trwać rok i kosztowałby kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy.
Mówi się, że niebezpieczny kierowca to ten, który przejechał już około 5000 tysięcy kilometrów - wydaje mu się, że jest taki dobry, taki opanowany, taki doświadczony - wiele ma szczęścia, jeśli ten głupi okres uda mu się przeżyć bez szwanku.

"Zresztą - co tu kryć - osoby z długoletnią praktyką nie jeżdżą dużo lepiej."
Niż kto, niż koleżanka, która myli pedały czy autor niniejszego artykułu, który przy 30 km/h siniał ze strachu?
Osoby z długoletnią praktyką zwykle jeżdżą znacznie lepiej - nie zaprzeczysz, szacowny Autorze, że wiele rzeczy, którymi musi zajmować się kierowca u osoby kończącej kurs to nabyte umiejętności (patrzenie w lusterka, synchronizacja sprzęgło-biegi, sprzęgło-hamulec, wyczucie krawędzi samochodu, kierunkowskazy), a to samo u długoletniego, aktywnego kierowcy to odruchy - bez konieczności pamiętania o nich - można wtedy więcej czasu poświęcić na obserwację drogi.
Pisząc "nie jeżdżąc dużo lepiej" masz może jednak na myśli nieprzestrzeganie ograniczeń prędkości?
Bo co do np. sygnalizacji manewrów to średnio jest z tym w L-kach - np. dziwaczne włączanie lewego (?!) kierunkowskazu przy wjeździe na rondo, stanie po 5 minut na popularnym, ruchliwym wyjeździe, jazda z prędkością 30-40 km/h przy dopuszczalnej 50 km/h - to też utrudnienia ruchu i to znaczące.
Jazda nie musi być szybka, żeby była płynna, ale jeśli nie jest płynna, cierpią wszyscy :)
-
Gość: , 89.191.150.22*
2009/03/24 11:04:25
[3/4]
"Liczba sytuacji, w których zostałem strąbiony za zatrzymanie się przed zielona strzałką, albo znakiem STOP jest naprawdę imponująca."
Niepojęte. Nigdy się z taką sytuacją nie zetknąłem, no ale nigdy też nie stałem w takim miejscu dłużej niż było to niezbędne - może po prostu nie potrafiłeś wyjechać?

"Liczba osób, które poruszają się po drodze tylko lewym pasem"
Niestety większość jezdni, którymi się poruszam, ma prawy pas przystosowany wyłącznie do ruchu pojazdów ciężarowych i terenowych, więc dopóki zarządcy ruchu nie będą automatycznie zwracali kosztów remontów układu jezdnego dopóty kierowcy na prawy pas będą zjeżdżali tylko by przepuścić szybszego.

"W godzinach szczytu większośc jest zatkana. Bo komuś się spieszy i wjeżdża na krzyżówkę , której później nie ma szans opuścić."
Tragedia, trudno się nie zgodzić.
Podobnie jak niewpuszczanie (czy to z dróg podporządkowanych czy "na zamek błyskawiczny"), niezjeżdżanie na prawy pas na widok szybszego pojazdu za nami, nieprzepuszczanie pieszych, wymuszanie pierwszeństwa, przyspieszanie w czasie kiedy ktoś nas wyprzedza, parkowanie na miejscach dla niepełnosprawnych lub na całej szerokości chodnika, blokowanie wyjazdów, garaży i innych samochodów, wyrzucanie petów na jezdnię, plucie pod cudze nogi, wyrzucanie gum do rzucia, wyprowadzanie psów na trawniki i place zabaw (!), hałaśliwa muzyka w środku nocy, ściąganie na egzaminach....
Po prostu jesteśmy narodem buców (tak, smutne :/ )
Jedyne co można z tym zrobić to nie zgadzać się i samemu dawać dobry przykład - dziś ja wpuszczę Ciebie, jutro Ty mnie - nigdzie nie jeździło mi się tak przyjemnie jak w Warszawie (a znacznie więcej km wyjeździłem w Krakowie i Bydgoszczy)
-
Gość: karl cd, 89.191.150.22*
2009/03/24 11:07:13
[4/4]
Po prostu musimy jeździć więcej. Nie podejmuję się ocenić czy to "więcej" "oznacza 40, 50 czy więcej godzin."
Nie zgadzam się.
Ja zdałem egzamin za 1 podejściem po 26 godzinach jazdy (po 20 uznałem, że nadal jestem nieprzygotowany i wykupiłem dodatkowe godziny). Wielu spośród moich znajomych także; niektórzy za 2 podejściem (zwykle przyczyną pierwszego "oblania" był typowy stres egzaminacyjny).
Lepszym wyjściem IMHO jest zaostrzenie kryteriów egzaminacyjnych (razem w mojej pięcioosobowej grupie była dziewczyna, która popełniła dwa błędy na placu, ale płaczem wyżebrała kolejną szansę (po czym wymusiła przy wyjeździe z ośrodka) - nigdy nie powinno sie to wydarzyć) - jak można osobę, która sobie nie radzi na łuku czy z parkowaniem wypuścić na miasto wśród bogu ducha winnych kierowców i ich pojazdy?
Zaostrzenie kryteriów (kto to widział, żeby _nie_ egzaminować z umiejętności ruszania pod górę! (aczkolwiek uwalanie za nieznajomość szczegółów budowy samochodu egzaminacyjnego uważam za przesadzone)) wymusi na kandydatach na kierowców dalsze szkolenie i ci, którzy potrzebują owych 60 godzin niech jeżdżą 60 godzin, ale ci, którzy tego nie potrzebują, nie powinni być do tego zmuszani.


"Na kurs poszedłem z założeniem, że chcę się nauczyć jeździć, a nie zdać egzamin."
Błąd - kilkudziesięciogodzinny kurs nie nauczy dobrze jeździć - uczy zasad ruchu, pierwszej pomocy i tego jak zdać egzamin.
Jeśli miałeś tak ambitny cel trzeba było pójść oprócz tego na kursy doszkalające (w tym koniecznie kurs zimowy).

"Chciałem uniknąć takiej sytuacji. W miarę swobodnie poczułem się za kierownicą po przejechaniu 80 godzin"
Przeczytałem "byłem w stanie jednocześnie prowadzić i rozmawiać/palić papierosa" - tak było?


Reasumując, jak tu ktoś wyżej trzeźwo zauważył - z Ustawy nie wynika, że Prawo Jazdy ma mieć każdy.
Jeśli ktoś sobie nie radzi to lepiej może, żeby nie wyjeżdżał na drogi (niestety znam takich co się uparli, w międzyczasie zataili swoją kurzą ślepotę, ale jeżdżą po omacku 15 km/h i krzycząc ze strachu przy mijaniu się z każdym większym pojazdem).
-
2009/03/24 11:13:10
1. Podczas pierwszej jazdy jeździłem po Marszałkowskiej w Warszawie.
2. Egzamin zdałem za pierwszym razem.
3. Nie jest prawdą, że zgodnie z przepisami jeżdżą tylko L-ki.
4. Nic mnie nie obchodzi, że ktoś trąbi, jeśli zgodnie z przepisami zatrzymuję się przed zieloną strzałką.
5. Najlepiej jeżdżą kierowcy nie mający kompleksów, które musieliby rozładowywać za kierownicą.
6. Amerykanie jeżdżą lepiej i spokojniej, ponieważ mają znacznie większe od Polaków poczucie własnej wartości i samochody standardwo wyposażone w automatyczne skrzynie biegów.
-
2009/03/24 14:01:05
"Bo co do np. sygnalizacji manewrów to średnio jest z tym w L-kach - np. dziwaczne włączanie lewego (?!) kierunkowskazu przy wjeździe na rondo"

Bo Pan pewnie zawsze w prawo włącza, obojętnie czy na rondzie jedzie prosto, skręca w prawo, w lewo albo zawraca? Przy zjeżdżaniu pewnie też kierunkowskaz niepotrzebny, bo każdy widzi, gdzie kto jedzie przecież... (jakaś połowa kierowców ma właśnie takie podejście).

Y.
-
2009/03/24 14:03:11
Jakoś długo nie musieliśmy czekać na puszenie się tych, którzy prawko zaliczyli bez większych problemów. Pochwalcie się jeszcze, że od razu na dwukołowym rowerku jeździliście bez trzymanki :)

Y.
-
2009/03/24 14:31:27
Prawda kole w oczy, ale pozostaje prawdą.

Jest wiele osób, które zdały za pierwszym razem i nie ma to żadnego związku z puszeniem się.

Problemem jest natomiast typowo polskie obnoszenie się ze swoimi trudnościami, porażkami i problemami oraz zrzucanie winy na okoliczności zewnętrzne. Gdybym w Stanach pochwalił się zdaniem egzaminu za pierwszym podejściem, większość osób pogratulowałaby mi i życzyła szerokiej drogi. W Polsce jest to "puszenie się".

Co kraj, to obyczaj...
-
2009/03/24 15:00:44
No tak, bo w Stanach to nie mają kompleksów i w ogóle trawa zieleńsza zawsze po drugiej stronie płotu :)

Nie wiem jak w Stanach by za to zareagowano, gdyby w dyskyusji nad czyimś problemem ktoś najpierw oznajmił, że on z tym nie ma żadnych problemów, a potem wpierał komuś kompleksy (vide 5. i 6), bo w Polsce się uznaje za zarozumiałego buca.

Ja nie zauważyłem nigdzie zwalania na czynniki zewnętrzne; i autor i inni przyznają po prostu uczciwie, że trudno opanowują prowadzenie auta i dodatkowo nie radzą sobie z egzaminacyjnym stresem.

Proponuję wpaść na forum dla samotnych opowiadać o udanym związku, na stronę o łysieniu przesyłać zdjęcia z bujną grzywą i ogólnie przy każdej okazji prezentować absolutny brak kompleksów. Powodzenia!

Y.
-
2009/03/24 21:13:28
Martwi mnie to, że w Polsce osobę, która pisze, że nie miała w jakiejś dziedzinie problemów uznaje się za buca. Naprawdę.

Autor pisze , że wziął dodatkowe 50 godzn jazdy. Zdając egzamin dwa razy popełnił ten sam błąd i na pewno, za trzecim razem będzie się pilnował. I nie ma co się stresować, że kilka razy się mu nie udało, bo porażki budują nasze doświadczenie. I zda, czego mu szczerze życzę.

A zgodnie z teorią przedstawioną przez Malcolma Gladwella w książce "Outliers" mistrzem kierownic ma szansę zostać po wyjeżdżeniu 10 000 godzin. Tak, jak każdy z nas, o ile będziemy starali się doskonalić.

Co do kompleksów - jest to oczywiście moja teoria wynikająca z obserwacji sposobu jazdy kierowców w Polsce, USA i krajach Europy Zachodniej. Ludzie mający poczucie własnej wartości nie muszą niczego udowadniać kierując samochodem, więc jeżdżą spokojniej i kulturalniej. Wystarczy popatrzeć na przejście dla pieszych w Warszawie i w San Francisco. W Warszawie pieszy zatrzymuje się i czeka na przerwę w pędzącym sznurze samochodów. W San Francisco sznur samochodów natychmiast zatrzymuje się, gdy pieszy podchodzi do krawężnika. Nie mówię już o włączaniu się do ruchu "na zamek błyskawiczny", bo jest tam to oczywiste tak, jak jazda prawą stroną drogi.

Co kraj, to obyczaj...
-
Gość: , 195.117.144.15*
2009/04/15 15:19:31
"Bo Pan pewnie zawsze w prawo włącza, obojętnie czy na rondzie jedzie prosto, skręca w prawo, w lewo albo zawraca? Przy zjeżdżaniu pewnie też kierunkowskaz niepotrzebny, bo każdy widzi, gdzie kto jedzie przecież... (jakaś połowa kierowców ma właśnie takie podejście)."

Przy wjezdzie na rondo nie ma potrzeby wlaczania kierunkowskazu. Kierunek oczywiscie prawy wlaczasz, zjezdzajac z ronda (niezwlocznie po minieciu poprzedniego zjazdu)
-
Gość: mee, dqc243.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/15 20:25:12
Zakazać prawa jazdy !
-
Gość: tytus, d90-141-106-36.cust.tele2.pl
2009/04/15 22:05:07
Egzamin, czy raczej jego wynik nie zależy od liczby godzin poświęconych na naukę. Oblicz się, że około 65% dającyh powinno zdać za pierwszym razem. Przyczyną oblewania na egzaminach jest ich sposób finansowania. Aby to zmienić należy wprowadzić zasadę, że po uiszczeniu opłaty zdający ma prawo zdawać kolejny raz bez ponownej opłaty. Okazało by się, że zdecydowana większość zdających zdała by za pierwszym lub drugim razem.
-
Gość: miro, 83.142.196.14*
2009/04/15 22:21:13
O sobie nie piszę, bo zdałem za pierwszym razem wiele lat temu i dojechałem już chyba do miliona...
Moja żona po 60 godzinach jazdy usłyszała od instruktora: proszę się zapisać na egzamin... zdała za pierwszym razem (8 lat temu) ale do dzisiaj boję się z nią jeździć.
Moja córka zdawała chyba z 9 razy, za każdym razem instruktor się dziwił dla czego nie zdała. Ta 22 latka po 2 latach jeżdżenia jest lepsza niż niejeden facet. Tylko z nią się nie boję siedząc na prawym fotelu. A nie jeździ wcale wolno.
Co do kultury i warunków jeżdżenia: 15 lat temu (kiedy tu przyjechałem) uważałem, że nie ma większego chama za kierownicą niż Warszawiacy. Teraz albo tak wiele się zmieniło, albo ja schamiałem, ale po Warszawie jeździ mi się najlepiej.
-
Gość: Mac, hot20.internetdsl.tpnet.pl
2009/04/16 06:27:42
To jak kto sobie radzi za kierownicą zależy od predyspozycji, od doświadczenia (niezdobytego za kierownicą, od tak zwanego "obycia"). Jeśli ktoś nie zwracał od lat uwagi na ruch miejski i siada za kółkiem Elki, to faktycznie liczba godzin może być niewystarczająca. Żaden instruktor nie nauczy nas jeździć. Musimy nauczyć się sami. Żaden system szkolenia nie pomoże. Dlaczego?
Na kursie nauczymy się standardowych zachowań, obsługi technicznej samochodu, przepisów ruchu drogowego, podstawowej kultury jazdy. Obojętnie czy wyjeździmy na kursie 30 godziny czy 100, to zawsze będzie nam towarzyszyła świadomość pana na prawym fotelu i "hamulca bezpieczeństwa" pod jego nogami, dodatkowej pary obserwujacych otoczenie oczu. Ja od dziecka przyglądałem się sytuacjom na drogach w moim mieście, sposobom prowadzenia samochodów przez osoby z którymi jechałem jako pasażer. Zachowań na nietypowych skrzyżowaniach, zachowań w trasie. Analizowałem w dziecięcej, potem młodzieńczej główce, jak nie wiedziałęm to pytałem. W ten sposób wsiadając po raz pierwszy za kierownicę Elki i wyjeżdżając na pierwszej godzinie "na miasto" nie bałem się. Wiedziałem jak się zachowywać, by bezpiecznie dojechać na miejsce, znałem siebie na tyle, żeby wiedzieć, że nie wpadnę w panikę, że nie zestresuję się. Jestem po egzaminie już kawałek czasu (zdałem za drugim razem, ale pierwszy raz to po części moja wina wynikająca z dość odważnego stylu jazdy i po części właśnie z nietypowej sytuacji na drodze). Uczymy się dopiero, kiedy z prawkiem w kieszeni wsiądziemy SAMI do samochodu, bez pasażerów i będziemy zdani tylko na siebie, na swoją głowę, zmysły. To jest prawdziwa nauka jeżdzenia i żaden sposób przeprowadzania kursów tego nie zmieni.
-
Gość: JACEK JAH, host-85-202-148-125.sta.tvknaszapraca.pl
2009/04/16 20:41:44
gościu, co z tego ze mamy ruch prawostronnny??? jezeli jedzie gość lewym pasem na jezdni prawej to jedzie prawidłowo, natomiast twoje uwagi w artykule wnioskując na chlopski rozum dotyczą tych cojeżdząpod prąd na drodze dwu kierunkowej jedno jezdniowej pod prąd.... pomyślunku, zanim cos napiszesz. a problemu nie widze zadnego w nauce. ja za 2 tyg koncze 18 lat i ide w maju na kurs, jeżdze noormalnie po drogach ze 3 lata różnymi samochodami. czuje sie pewnie, nigdy mi auto nie gaśnie, nie szarpie. po prostu nie zalezy to od ilosci godzin ale od panowania nam sobą a i potem nad samochodem. skoordynowac te dwie rzeczy i bedziecie dobrze jeździc, a i zaznaczam NIGDY po ALKOHOLU i zawsze przepisowo. oby wiecej takich kierowców. A nerwy w konserwy, wazniejsze ze ja jade przepisowo a inni sobie trąbią do upadłego-ja mam to w dupie i wam tez tak radze ;) szerokości, przyczepności, bajo :D zachęcam tez do CB-radia ;)
-
Gość: KLM, chello089078022120.chello.pl
2009/04/17 10:52:20
JACEK JAH - prowokator, czy debil bez mózgu?
-
Gość: zb, 158.75.64.11*
2009/04/17 11:52:46
Jacek Jah. Jeszcze raz. W Polsce ( i prawie całej Europie) obowiązuje ruch PRAWOSTRONNY, lewy pas na drodze dwupasmowej służy tylko i wyłącznie do WYPRZEDZANIA. Bardzo tego przestrzegają na przykład Niemcy. Mój kolega za jazdę lewym pasem dostał solidny mandat.
-
Gość: Do darekkr1, bvp117.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/17 16:15:54
A na plac to ze znajomym nie można było się wybrać przed kursem? Po jaką cholerę uczyć się zapalać auto w czasie tych 30, słono płatnych godzin? Samemu nie można?

Żeby dobrze nauczyć się jeździć, nie wystarczy wyjeździć 30, 88 czy nawet 300 godzin, ale 3000 albo 30000. Kurs ma nauczyć tego, jak jeździć, żeby nie zabić siebie i innych. Na prawdziwą naukę przychodzi czas właśnie po kursie. A jeżeli ktoś ma problemy po 88 godzinach kursu ze skręcaniem w lewo, to niech lepiej od razu wykupi drugie 88.
-
Gość: szastalski, aeqr216.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/17 16:55:34
Kiedy uczymy się jeździć zawsze mamy w perspektywie egzamin i to będziemy mieli na uwadze. Kiedy uczeń wsiada do samochodu szkolnego to zawsze pierwsze pytanie brzmi "czy będziemy jeździć po trasach egzaminacyjnych". Jazda samochodem dzieli się na technikę i taktykę jazdy. Większość czasu na kursie uczymy się techniki kierowania a wielu kierowców nawet z długoletnim stażem nie ma pojęcia o taktyce jazdy. Jeszcze jedna sprawa. Ogromne znaczenie ma postawa kierowcy. Jeżeli ktoś jest osobą agresywną, nie liczącą się z innymi, lekceważącą zasady zachowania, nieżyczliwą to te zachowania będzie przenosił na drogę i żadne kursy tu nie pomogą.
-
Gość: , slezak.ds.ae.wroc.pl
2009/04/18 10:39:19
Może faktycznie dla niektórych 30 godzin jazdy to za mało... ale wszystko zależy od predyspozycji i umiejętności przyszłego kierowcy!!! Ja na miasto wyjechałam już na pierwszej jeździe, choć nigdy wcześniej nie prowadziłam samochodu!!! A Wrocław jest naprawdę ciężki do jeżdżenia- chyba w żadnym innym mieście nie ma tylu chamskich kierowców, co tu.... Egzamin też zdałam bez problemu za pierwszym razem i teraz już sama śmigam autkiem- nie boje się jazdy ani innych uczestników ruchu, choć większości z nich zabrałabym prawo jazdy i kazała jeszcze raz na nie zdawać!
-
Gość: gość: kajtek, acqj6.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/18 10:56:20
Po pierwsze nie ma przymusu robienia prawa jazdy. Po drugie nie ma konieczności ZDANIA egzaminu. Po trzecie - przerażające jest to, że w Polsce młodzież upośledzona umysłowo (!!!!!!) zapisuje się na kurs prawa jazdy (a gdzie rodzice???!!!). Na szczęście bardzo rzadko zdają egzamin. Prawodawca nie przewiedział takiej ewentualnosci. A może testy psychologiczne dla kandydatów na kategorię B? Po czwarte kierowcą z prawdziwego zdarzenia zostaje się po wielu latach jazdy w różnych warunkach. NIKT nie jest dobrym kierowcą zaraz po odebraniu prawa jazdy. A co do zachowania kierowców na drogach, to włos się jeży wszędzie. Wymuszanie pierwszeństwa, wjeżdżanie na skrzyżowanie zapchane po dziurki w nosie (bo mi się spieszy), zajeżdżanie drogi, blokowanie bocznych ulic itd. Koszmar. Pozdrawiam wszystkich kierowcow.
PS Zdalam egzamin 18 lat temu za pierwszym razem. I jezdze bezpiecznie. Szanujmy sie wzajemnie, bedzie latwiej.
-
Gość: Blair71, evdo-78-30-93-33.subscribers.sferia.net
2009/04/18 14:11:10
To zdecydowanie prawda, że 30 godzin kursu nie nauczy nikogo jeździć samochodem. Ci bardziej odpowiedzialni, którzy zdają sobie z tego sprawę od razu wykupują lekcje dodatkowe. Ci mniej - nie przejmują się niczym i ćwiczą potem bez kontroli na publicznych drogach...
Najlepiej na kursach radzą sobie tacy, co już mają wprawę w łamaniu prawa - bo dużo wcześniej trenowali "na dziko" z ojcem lub kumplem obok...

PS. Ja osobiście jestem z tych grzeczno-naiwnych, którzy nie wjeżdżają na skrzyżowanie gdy nie ma miejsca, żeby to skrzyżowanie opuścić - efekt jest taki, że albo zostaję obtrąbiona z tyłu, albo - jeszcze lepiej - ktoś z pasa obok wjeżdża na chama przede mnie, a ja zostaję pokornie do kolejnej zmiany świateł mierzona ironicznymi spojrzeniami warszawskich "cwaniaków"...
Pozdrawiam serdecznie tych paru grzeczno-naiwnych, którzy prócz mnie jeszcze istnieją na świecie :)


-
Gość: Mia, 81.190.125.24*
2009/04/19 00:53:18
2 dni temu zdałam za pierwszym razem,wszyscy patrzą na mnie jak na jakiegoś dziwoląga i pytaja ile dałam odpowiedź jest taka,ze NIC nie dałam,tymbardziej,ze miesiac temu była afera korupcyjna i połowe wywalili i pozamykali.nie rozumiem jak można oblac na placu.Wszystkiego sie idzie nauczyć,szkoła i instruktor tłumaczy jak za przeproszeniem "chłop krowie" wszystko,można zapisać,można się nauczyć,nie wiem jaki jest problem żeby otworzyć maskę,nauczyć się co jest pod nią,jak można oblac na prezentacji świateł?znam wszystkie i wiem nawet jakie mają żarówki,obudzxona w środku nocy będę to wiedzieć,samo zaliczenie placu to było dla mnie 5 minut,egzaminator widział,że umiem więc mnie nie męczył.Poza tym inna sprawa,jak widze te Lolitki przychodzące na egzamin z gołym brzuchem,stringami na wierzchu i złotą torebką to już wiadomo,ze żaden egzaminator nie przepuści takiej żeby pół miasta pozabijała,i jak tak sobie siedziałam na poczekalni to wszystkie takowe wychodziły z karteczkami i z powrotem płacić 112zl.Nie twierdzę,że jeżdzę super,ale zamierzam się doszkolić i na poczatku na pewno jeździć z kimś doświadczonym.
-
Gość: kol, cfe187.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/19 07:51:32
kierowcy z Warszawki to najbardziej agresywne typy
-
Gość: Stud_, h129.ds10.univ.gda.pl
2009/04/19 10:15:28
zdalam za 4 razem. powod: za duzo stresu. przy kazdym bledzie instruktor tak krzyczal ze do tej pory mam traume ;). prawko w koncu mam, niestety nie uzywam i pewnie tak bedzie dopoki nie kupie wlasnego autka...gdy zdawalam za pierwszym razem bylam jedyna osoba ktora zdala plac-a bylam jedyna dziewczyna...
-
Gość: Mika, chello084010017172.chello.pl
2009/04/19 12:19:03
jak ktoś nie ma zdolności to i po 20 latach będzie D nie kierowca
jeżdżę lepiej,płynniej od cześci facetów mających prawko dłużej ode mnie-gdybym wsadziła ich do swojego vana pewnie pękłoby mi serce słysząc jak zarzynają silnik
jeździć trzeba i lubić i nie bać się,trening czyni mistrza,a nie koperty i wjazdy między pachołkai czy jazda po placu
30h mało? jeśli ktoś po 30 nie umie jeździć to powinien w ogóle sobie dać spokój
na Bemowie zdałam za 1 razem -wystarczy jechać z głową,wyobraźnią i płynnie
z resztą lepszy kierowca mniej pewny (będzie bardziej uważał) jak kozaki NIE znające ani znaków ani zasad ruchu drogowego
ktoś pisał,że "warszawiaki" nie potrafią jeździć? -to co jeździ po Warszawie to 80% zamiejscowi
gdyby każdy miał odrobinę zrozumienia,jeździł na suwak,wpuszczał próbujących zjechac na jego pas-wtedy byłoby mniej nerwowo,mniej korków
8 kierowców na 10 STOI na zielonej strzałce i czeka aż się światło zmieni lub blokuje pas dla skręcających mimo,że mogliby ustawić się na innym -ale po co? trzeba być pierwszym,szybko,w dupu z innymi kierowcami
przykre jest też to,że najbardziej zawziętymi i nieustępliwyi kierowcami są ... kobiety -nie ustąpią,nie przepuszczą,faceci z kolei chcą udowodnić "jacy to oni są cwani" wobec babek i kozakują-uprzejma "kierowniczka" ;) budzi niedowierzanie i zdumienie u płci męskiej takie samo jak kulturalny taksówkarz ;)
odrobina empatii i zrozumienia -mało kosztuje,a jak ułatwia życie na drodze...
i uśmiech :)
-
Gość: Mika, chello084010017172.chello.pl
2009/04/19 12:34:17
p.s
ja dostałam kurs prawka w prezencie... zaręczynowym ;)
oczywiście oprócz pierścionka ;)
-
Gość: EmiM, nat-mo2.aster.pl
2009/04/19 12:39:50
Ja zdałam za 4 czy 5-m razem. Zdałam - tylko dlatego, że postawiłam krzyżyk na oszukańczych i złośliwych egzaminatorów w Warszawie na Bemowie i złożyłam papiery w WORDzie w Łomży.

Pierwszy raz oblano mnie sprawiedliwie (jeździlam b. niepewnie). Drug raz oblano mnie na placu za - UWAGA! - rzekome ZATRZYMANIE się na ułamek sekundy na łuku przy jeździe do tyłu. A już pierwsze podejście w moim przekonaniu było do zaliczenia - tyle, że egzaminator uznał, że nie jest idealne i kazał mi go powtórzyć. Super nie ? Za trzecim razem (i jakieś 8 m-cy później) panowała koszmarna mgła, a pan egzaminator co chwila rzucał do mikrofonu takie uwagi typu :" No ten zakręt nie był idealny, ale jeszcze o tym porozmawiamy", "To zatrzymanie nie jest w porządku, ale porozmawiamy o tym później", "Do tego manewru mam zastrzeżenia, ale komentarz później". Po kwadransie, oczywiście zaczęłam się wściekać, denerwować, prosić o wyjaśnienia, nie mówiąc już o trzęsących się rękach itd - bo w gruncie rzeczy do tego momentu nie popełniłam żadnego błędu uzasadniającego oblanie . Potem pan egzaminator obwinił MNIE o to, że ciężarówka na skrzyżowaniu wąskich ulic przekroczyła swój pas, o to, że za wolno jadę - tylko jakieś czterdzieści parę na godzinę (a mgła była taka, że ludzie na przeciwmgielnych zasuwali), o to, że na dość ruchliwej ulicy czekałam za autobusem, który zatrzymał się na światłach i przez paredziesiąt sekund nie ruszał - zamiast go wyminąć (a podstawowa zasada, której uczą instruktorzy brzmi: nie śpieszyć się - żeby jakoś ta godzina minęła, nieprawdaż ? ).

Po tym egzaminie dałam sobie spokój z Wa-wą.

W Łomży oblałam raz na jednym ze skrzyżowań - b. sprawiedliwie. A drugi raz ZDAŁAM.

W sumie zabrało mi to ze 2 lata, bo wiadomo - po każdym oblanym egzaminie okres oczekiwania na nowy to było 5-6 tygodni, a na dodatek musiałam jeszcze zaoszczędzić te paręset zł na dodatkowe jazdy doszkalające. Po drodze były inne ważniejsze egzaminy, ważniejsze sprawy, ważniejsze wydatki, urlopy itd. Z kolei ważność egzaminu pisemnego to tylko 6-m-cy - więc zdawałam tak, że ten ten nieszczęsny teoretyczny zdawałam w sumie ze trzy razy. (za każdym razem b. dobrze).

Co mogę powiedzieć - z perspektywy już się nie dziwię ludziom, którzy sobie kupują egzaminy. Przy takiej organizacji - szkoda nerwów i pieniędzy na czekanie, na złośliwych, sadystycznych egzaminatorów, szkoda czasu na te "zabawy" w zapisywanie się po wielokroć na egzamin, w nabijanie kabzy kolejnym instruktorom przed kolejnym egzaminem. Te ileś tak godzin dodatkowej jazdy doszkalającej bardzo mi się przydało. Ale sama forma i organizacja egzaminu jest niesprawiedliwa, a kupienie egzaminu wcale nie jest droższe. Tyle, że panowie przekupni i niesprawiedliwi egzaminatorzy muszą wziąć na swoje sumienie to, że pewnego dnia taki żółtodziób z kupionym dokumentem spowoduje wypadek, którym zginie ich dziecko.
-
Gość: szym1000, 195.117.116.3*
2009/04/19 23:16:44
Ja zdawałem w Łodzi w październiku i bez większych problemów zdałem za pierwszym razem. Patrząc na moich znajomych widzę, że takie przypadki są coraz częstsze. Poza tym nie odnoszę wrażenia, że kursy nie uczą jeździć. Ja po kursie czułem się niesamowicie pewnie za kierownicą, bałem się natomiast, że obleję przez jakąś głupotę, np. nie włączę w porę kierunkowskazu albo zgaśnie mi silnik.

PS. Fellinity, nie wiem skąd te dane, ale tak się składa, że mam przyjaciela francuza, który niedawno zdawał prawko i kurs wcale nie kosztuje 7 tys. euro, a 1,4 tys.
-
Gość: Ciacho, cbzrtr.starnettelecom.pl
2009/04/20 14:22:26
apropo:
"Bo co do np. sygnalizacji manewrów to średnio jest z tym w L-kach - np. dziwaczne włączanie lewego (?!) kierunkowskazu przy wjeździe na rondo,"

Zgodnie z przepisami rondo to _skrzyżowanie_ i należy włączyć kierunkowsaz przy skręcie w lewo lub zawracaniu. Durny IMO przepis, ale z mojej grupy uwalili kilka osób bo nie robiły tego. Ja dla siebie samego zawsze daje kierunkowsaz (niezależnie czy rondo ze światłami - wtedy to zwykłe skrzyżowanie, czy rondo bez świateł to wtedy jest skrzyżowanie o ruchu okrężnym).
-
Gość: Agricola, host-79.173.19.150.tesatnet.pl
2009/04/20 20:34:19
Egzamin zdany za drugim razem. Za pierwszym porażka na łuku (na dobrą sprawę nie wiem, czy nawet zahaczyłem słupek, w każdym bądz razie przejechałem obok niego). Oczywiście mega stres, niewyspanie, bycie 'dzień po', młoda godzina, zimno. Wydaje mi się, że to miało największy wpływ na moje niepowodzenie. Część na mieście zależy w dużej mierze od instruktora, ten który trafił mi się za drugim razem był bardzo wporządku i serdecznie go pozdrawiam. Rażących błędów nie robiłem, ale miałem wrażenie, że w niektórych sytuacjach lekko mi pomagał :) Wniosek - zdanie prawka nie jest trudne, jeśli w miare ogarniasz samochody - tj. nie sikasz przy 30km/h, nie skręcasz na rondzie w lewo. Najważniejsze, to się wyluzować, a się uda :)
-
Gość: Aston Martin, udp256863uds.hawaiiantel.net
2009/04/20 21:40:42
Mam prawo jazdy od 40 lat! Zdałem w polsce za pierwszym razem i bez żadnego kursu za pierewszym razem, i egzaminator mi pogratulował.
Przejechałem bez wypadku około 1,600,000 km!
Jeździłem samochodem po wszystkich kontynentach, Europie, Azjii, Afryce!
Muszę przyznać że w polsce na drogach jest więcej idiotów niż kierowców.
Nie mieszkam w Polsce i nigdy nie mam zamiaru.
Jazda samochodem po polsce to jazda jak wśród kamikadze, kaskaderów i cyrkowców. Młodzi agresywni, same chamy i idioci w latajacych trumnach.
Muszę przyznać że nie mam kłopotu z jazda po polsce, ale obecny kodeks drogowy jest napisany przez idiotów i jest nie konsekwentny i nie zgodny z prawem międzynarodowym.


Uważam że kierowcy TIRów jeżdzący po polsce z wyjątkiem Ukraińców i Litwinów, to prawdziwa kultura.
Wszyscy z wyjątkiem jednego prawdziwego kowboja sygnalizowali mi kiedy było bezpiecznie wyprzedzać.
Ten kowboy z C Hartwig, Gdynia, na drodze Gdańsk Łódź, cały czas ścigał sie ze mną! Wyprzedzał mnie kiedy jechałem z maksymalna dozwolona predkośćią po to abym znów musiał go wyprzedzać na jeździe pod górke! Tak wyprzedzaliśmy sie na drodze Gdańsk Łódź kilkadziesiąt razy!

Najwiekszym problemem na polskich drogach jest brak dróg!


To nie są drogi to są ulice!
Najgorszymi kieerowcami w polsce zdecydowanie byli policjanci![/]

Po policjantach drugimi najgorszymi byli kierowcy AUDI, potem Skody, potem WV.

Idioci w Polsce wyprzedzają tylko dlatego że przed nimi jest ''jakis'' samochód, a nie dlatego że jest konieczność czy potrzeba wyprzedzania wolniejszego samochodu.

Celem egzaminu na prawo jazdy jest zdanie egzaminu z przepisów drogowych, jak i udokumentowanie znajomości obsługi samochodu.
Egzamin na prawo jazdy nie jest i nie powinien być dowodem umiejetności kierowcy.
Kierowca sam powinien się szkolic i w miarę nabywania doświadczenia nabywać pewności siebie.
W USA zdaje się egzamin ustny, a potem jazdę. Egzamin ustny jest egzaminem z przepisów, a nie z budowy samochodu, czy pierwszej pomocy. Egzamin z jazdy obejmuje umiejetność uruchomienia samochodu, ustawienia lusterek, włączania sie do ruchu, i umiejętność parkowania.
I taki powinien być również cel szkolenia i zdawania na prawo jazdy w Polsce!

Ponieważ w Polsce jest wiele osób bez koordynacji pomiędzy wzrokiem a "członkami", są to ludzie wysoko nie skooordynowani przed zdaniem egzaminów powinni mięć nie mniej niż 80 - do 100 godzin za kierownicą. Powinny być mozliwości aby mieli prawo do jazdy z tymczasowym prawem do jazdy instruktazowej (pod opieka innego kierowcy) po zdaniu egzaminu z kodeksu drogowego.

Sam egzamin na prawo jazdy powinien być uproszczony i potwierdzać tylko podstawowe umiejętności a nie całkowite kwalifikacje ze 100% umiejętności jazdy samochodem.
Po zdaniu egzaminu w Polsce kierowcy powinni dostawać jednoroczne prawo jazdy z ograniczoną przez rok szybkością do 50 km na godzinę i z ograniczonym dostępem do dróg głównych (drogi przelotowe i autostrady).
Prawo jazdy powinno być wydawane od 15 roku życia, i upoważniajace do jazdy samochodem tylko pod opieką innego doświadczonego kierowcy. Po skończeniu 16 roku życia roku prawo jazdy powinno być bez prawa przewożenia pasażerów, z wyjatkiem osoby "nadzorujacej". Dopiero po ukończeniu 21 roku życia kierowca z minimum 3 letnim stażem za kierownica, powinien nabyć prawo do przewożenia pasazerów.

Kierowcy powinni być karani nie za łamanie przepisów drogowych, (policja powinna ich pouczać), a za chamskie zachowanie w stosunku do pieszych i innych kierowców.
Policja powinna dawać kierowcom punkty za łamanie przepisów, a nie mandaty.
Mandaty powinne być zarezerwowane dla kierowców zawodowych a ich wartość proporcjonalna do wagi naładowanego samochodu.
Po zgromadzeniu pewnej ilości punktów aby wyeliminować chamstwo za kierownica, polscy kierowcy powinni być wysyłani na obowiazkowe doszkalanie z umiejetności jazdy i zachowania się (kultury)
na drogach.
-
Gość: bet, 78.8.138.3*
2009/04/21 11:34:57
Cały problem tkwi w sposobie wynagradzania egzaminatorów- dostają wynagrodzenie uzależnione od ilości przeegzaminowanych. Dlatego w interesie egzaminatorów leży, aby zdawało jak najmniej ludzi, nakręca to również kasę ich kolegom ze szkół jazdy i umożliwia rozkręcanie niebotycznych mechanizmów korupcyjnych.Lobbby WORD-ów
nie dopuszcza do ustanowienia przyjaznych dla nowych kierowców sposobów egzaminowania- zmiany wymuszane są jedynie przze następujące po sobie afery korupcyjne i starych wiekiem i o niewie=lkich umiejetnościach legislacyjnych dziadków-specjalistów i biegłych od ruchu drogowego ( potrz na sprzeczne i niedorzeczne testy egzaminacyjne)
-
Gość: jatz, 155.140.133.25*
2009/04/21 17:14:19
Ja zdałem za trzecim razem, a potem ... nauczyłem się jeździć.
-
Gość: agugu89, dynamic-87-105-244-82.ssp.dialog.net.pl
2009/04/21 19:23:46
Co można robić 18 godzin na placu manewrowym?! To chyba jakieś naciąganie było. Ja na pierwszej jeździe, po pół godziny nauki ruszania do przodu wyjechałam do miasta, a byłam wtedy po 5 z 15 spotkań z teorii. Na drugim spotkaniu instruktor kazał mi jechać na najbardziej ruchliwe ulice miasta. Te jazdy to był horror! Ruch, strach i stare punto z rozsypaną skrzynią biegów! Gdyby kurs miał trwać 40-50 godzin, umarłabym na zawał (mój instruktor chyba też). Jeździć nauczyłam się po egzaminie, z najlepszym "instruktorem" jakiego mogłam mieć - moim tatą ;)
-
Gość: us, 173-20-27-48.client.mchsi.com
2009/04/22 05:19:58
Ja jestem za takim systemem zdawania jak jest w Polsce, bo przynajmniej ludzie potrafia jezdzic inna sprawa ze nie ma czym i poczym. Zdawalem prawko w PL i US oraz zawodowe w US.
I powiem ze w PL zwykle prawko bylo bardziej stresujace niz zawodowe w US:) ale udalo sie jako jedyny z 20 osob zdalem - jakis czas temu, wiec kiedys tez bylo ciezko zdac.
W US prawko rozdaja prawie za nic, prosty test ktory mozna zdac po jednym przeczytaniu, jazda po miescie ale tylko automatem wiec o wiele latwiej, placu wlasciwie nie ma.
Ale potem na ulicy 50% ludzi skrecajac kreci kierownica od wewnatrz, nie uzywaja kierunkowskazow 80%, bo jak sie nie wie ktory jest w prawo to lepiej wogole nie uzywac, albo z lenistwa jak juz w aucie usiadziesz i wrzucisz Drive ,wlaczysz muzyczke , zadzwonisz do kolezanki to nic innego co sie dzieje na drodze sie nie liczy.

Tutaj nie ma tyle wypadkow co PL tylko dlatego ze sa szerokie drogi , nie wyprzedza sie na zwyklych drogach, i jedzi sie duuuuzo wolniej. Ale ludzie jezdza czesto gorzej i niepewnie.

Ale zawodowe prawko to juz nie bede opisywal b nie wiem jak wyglada w PL, tu juz sie oblewa jak na zwyklym w PL, mialem chlopaka w grupie ktory zdawal ponad rok i po roku rzeba powtarzac caly kurs 160h! obowiazkowe.
-
Gość: karol.1951, staticline18738.toya.net.pl
2009/04/22 06:29:39
Wtym kraju każdy kiedyś chciał wygrać milion w totka a potem kupić sobie wille i samochód i do końca życia nic nie robić. Dziś potomkowie tamtych marzycieli realizują to i korzystając z okazji że mogą za jakieś obsrane i po śmietnikach uzbierane parę groszy kupić kupę złomu z Niemiec robią to i ? idą na kurs tzw. prawa jazdy tam nauczą się wprawiać w ruch kupioną kupę złomu a następnie w końcu wyjeżdżają na ulice i już czują się hmm. szoferami ?. Po jakimś tam czasie wypisują bzdury w internecie jacy to oni mądrzy jacy rozsądni a to są po prostu mali i biedni ludzie. Żal mi Was .
-
2009/05/12 20:05:27
Ja właśnie jestem po trzecim egzaminie i wynik nadal bez zmian. Także dwa oblane egzaminy to nie tragedia ;)
-
Gość: , host-81-190-94-23.gdynia.mm.pl
2009/06/07 22:05:32
Widze ze ja tutaj bede wymiatac... ja zdawac bede 9 raz i uwiezcie mi ze potrafia za takie glupoty oblac.. mi zmienil swiatla ,zle stanelam (5 cm za blisko) od stop wymuszenie plac manewrowy za wolno a potem z blisko pacholka zbyt pewna jazda ni e dojechanie do lewej krawedzi nie patrzenie sie w lusterka (nie widzial( zle parkowanie... a najzabawniejsze ze zmienialam juz 2 razy instruktorow i za kazdym razem mowia ze nie rozumieja jak oblewam skoro wieksze cioty za 1 razem zdaja przykre to jest bo ja juz nie mam sily i im dluzej to trwa tym bardziej sie zniechecam i zaczynam wierzyc w to ze nie ma sprawiedliwosci i ze ja tyle si emecze a ludzie kupuja prawko i maja z glowy to wszystko,,,
-
2010/03/10 12:08:13
Mam podobne problemy z opanowanie samochodu i jazdą i zgadzam się zupełnie z autorem, że 30 h praktyki to zdecydowanie za mało. Jeżeli chcielibyście prześledzić moje zmagania z nauką jazdy do zapraszam grzegorzdziwaczny.blogspot.com/
-
Gość: asiula87, dynamic-87-105-21-247.ssp.dialog.net.pl
2010/04/19 12:58:26
Ja zdałam za 2 razem ;) za pierwszym razem probowalam zawrocic na tak zwane "3" no i się nie udalo, bo bylo za wasko...;[ Ale ogolnie radość po zdanym egzaminie ogromna ;))
-
Gość: asiula87, dynamic-87-105-21-247.ssp.dialog.net.pl
2010/04/19 12:59:12
aha no i wyjezdzilam 35 godz...;] ale to stanowczo za malo, żeby się czuc pewnie na drodze...
-
Gość: Magda, 87-207-158-82.dynamic.chello.pl
2011/10/22 02:23:38
hm... a ja za kurs zapłaciłam 1000zł i juz na pierwszej jezdzie pojechalam w miasto.. i było super! teraz jestem na etapie 7-8 h i powiem szczerze ze naprawde dobrze czuje sie na drodze. po co tłuc plac manewrowy czy jezdzic poza miastem skoro najlepiej nauczyc sie jezdzic wlasnie w miescie.trzeba miec gdzies klaksony innych snobów, ktorzy pewnie gdyby mieli od ręki przystąpic ponownie do egzaminu to nie zdaliby go juz na samym początku przez jakąs błachostke... praktyka czyni mistrza i to nie "praktyka" za miastem czy na placu.. wierzcie mi, to nie tylko zreszta moje zdanie ;)