Piotr Miączyński
Od ponad dekady dziennikarz gospodarczy GW. Współautor książki "Fortuna po polsku" oraz „Łowców Milionów".
RSS


Blog > Komentarze do wpisu

Piętnuję złą obsługę w sklepach. Dziś Vistula i Massimo Dutti

Skoro jest koniec tygodnia to będzie o tym jak sklep potrafi zepsuć obsługa. A może (to uwaga do właścicieli) byście zaczęli płacić więcej pracownikom i ich szkolić ha? Ale po kolei.

Pan Artur kupił buty w sklepie Massimo Dutti w Toruniu. To marka Inditexu, tak tak tego samego Inditexu do którego należą Pull&Bear, Bershka, Stradivarius, Oysho i Zara. I którego właścicielem jest najbogatszy człowiek Europy. Zaraz się dowiecie dlaczego jak taki bogaty.

Pan Artur za buty zapłacił sporo: 399 zł, bez żadnych promocji i zniżek. Buty po miesiącu się rozkleiły.

- Gdy oddałem buty, wypełniając niezbędne dokumenty rozpoczęło się dwutygodniowe czekanie, choć pani zapewniała mnie, że będzie krócej (choć jestem świadom, że 2-tygodniowy termin jest prawnie wiążący), ale zadzwoniono do mnie ostatniego dnia dwutygodniowego terminu. Udałem się do sklepu, by odebrać obuwie, którego jednak nie mogłem odebrać, gdyż nie miałem przy sobie wypisywanych kartek, które upoważniają mnie do odbioru.

- Nie zostałem o tym obowiązku poinformowany, więc wróciłem bez butów, ale uprzejma ekspedientka z bezczelnym uśmiechem była łaskawa zapytać gdzie mieszkam, po czym rzekła, że skoro w Toruniu, to nie będzie dla mnie problemem przyjechać - denerwuje się pan Artur. I dodaje:

- Takie zachowanie należy z całą stanowczością określić jako skandaliczne, gdyż ekspedientka nie ma prawa pytać mnie o miejsce zamieszkania, ponadto nie ma prawa w ten sposób mi odpowiedzieć. Po dwóch dniach po raz kolejny pojechałem po buty, tym razem wyposażony w "niezbędny" formularz i tu pojawia się moje pytanie: gdybym zgubił ten formularz albo po prostu stracił w sposób bezpowrotny, to co wtedy? Firma Massimo Dutti orzeka przepadek przedmiotu w związku z niemożnością jego odbioru? - pyta czytelnik.

But rozkleił się po godzinnym używaniu. Większe napięcie?  Rozkleił się w miejscu, w którym dokonywana była naprawa.

Cholewka przy okazji została zanieczyszczona klejem ale to już szczegół.

- Byłem zmuszony buty oddać po raz kolejny i kolejny raz musiałem odbyć procedurę wypełniania dokumentów, podawać swoje dane osobowe etc. Gdy zapytałem, czy pani ekspedientka nie może tych danych przepisać, skoro już taki formularz jest w szafie z segregatorami, odpowiedziała, że nie może. Co warte odnotowania, pani, która wcześniej błysnęła taktem
pytając o moje miejsce zamieszkania, nie miała odwagi, by po raz kolejny podjąć się obsługi klienta, zdecydowała, że będzie śmiała się ukradkiem wraz z koleżankami z pracy.

- Jeżeli promujecie Państwo markę Massimo Dutti jako perłę w koronie firmy Inditex, to obsługa powinna być na absolutnie najwyższym poziomie. To, że panie ekspedientki noszą eleganckie bluzki, a mężczyźni obsługujący klientów odziani są w garnitury, nie przydaje im taktu ani nie sprawia, że klienci są obdarzeni szacunkiem ze strony pracowników - zwraca się pan Artur do dyrekcji Inditexu, który na podróżach do sklepu stracił w sumie sześć godzin.

Słabe? Słabe. A skąd się bierze? Z tego, że sieć oszczędza na pracownikach.

Ale jeszcze słabsze jest zachowanie sklepu Vistula, do którego trafił inny czytelnik pan Marek. Kupił tam garnitur, który sklep miał nieco przerobić. I? Nie dotrzymał pięciu PIĘCIU TERMINÓW przez siebie wyznaczonych.

Oto dowód:

Face palm.

 

piątek, 06 lipca 2012, miaczynski

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/06 19:07:51
A ja pietnuje dzisiaj najbzdurniejszego bloga promowanego tylko dlatego, że pan go piszący jest beznadziejny przypadkiem:P
O kulturze obsługi klienta w Polsce wiadomo od czasów PRL-u, poprawiło sie dopiero w latach 89-95-gdy to ruszyła konkurencyjna walka i sprzedawcom musiało sie chcieć. Niestety-wpuszczono do Polski bez ograniczeń i jakichkolwiek warunków brzegowych wszelkie możliwe sieci handlowe i oto co mamy. Ludzie mający własne biznesy albo pobankrutowali w latach 2000-2008, albo wegetują. Nikomu już sie nic nie chce. Komu sie chciało to albo pracuje w dużej firmie i zarabia na dobrym stanowisku bo miał szczeście lub znajomości, albo wyemigrował z zielonej wyspy. Reszcie sie nie chce-bo i po co? I tak krwioobieg gospodarki przejeły sieci, a człowieczek może na głodowej pensji jedynie być niewolnikiem.
Jak waćpan chcesz sie przeszkolić z obsługi klienta to sobie wejdź do polskiego tesco-a jak sie podłamiesz to jedź do tego samego tesco ale w Londynie-tam zobacz jak sie zachowują klienci i pracownicy i dopiero wyciągaj wnioski. w Polsce po prostu jest jak jest:P-permanentna walka wszystkich ze wszystkimi, chamstwo i porażka totalna!
-
Gość: mak, *.adsl.inetia.pl
2012/07/06 20:22:04
Miałem dokładnie takie samo doświadczenie z Massimo Dutti i Vistula. Chciałem kupić garnitur. Zostawiając w sklepie sporo ponad 1000 zł oczekuje się przynajmniej profesjonalnej rady/pomocy w dokonaniu zakupu. Osoby pracujące w takich sklepach powinny znać się na rzeczy. W Massimo Dutti ekspedientka w Arkadii w Warszawie powiedziała, że nie ma czasu mi doradzić, a informacje o rozmiarach/kolorach skwitowała wskazaniem palcem miejsca gdzie garnitury się znajdują. Za to w Vistuli w Arkadii, gdzie pracują 3 kobiety, "przywitała" mnie starsza, chmurna kobieta o niemiłym grymasie na twarzy. Pytając o garnitur/rozmiar/kolor nie przestawała robić czegoś na komputerze, nie odezwała się do mnie ani słowem! Po chwili ciszy zawołała inną kobietę żeby mi odpowiedziała na pytania traktując mnie jak powietrze! (nie zwróciła się do mnie ad personam / nie odpowiedziała na żadne pytanie).

Moim zdaniem zależy to od kultury osobistej tych ludzi. Nawet jeżeli ma się gorszy dzień to można zachować odrobinę profesjonalizmu! Nie jest to osiedlowy sklep. Sprzedaje się tam 'ubrania' za ponad 2 tysiące i więcej.

Byłem tak zniesmaczony, że nic w tych sklepach nie kupiłem.
-
2012/07/06 20:38:26
Hmm.. Pan Patalon nr telefonu 502 606 008 to zasobny pan jest co? Tylko nierozsądny może trochę. A pan co to na stronę wstawił też..
-
2012/07/06 20:40:40
a ja przestrzegę przed Peek & Cloppenburg

zakupiłem tam 3pak boxerek, na opakowaniu piekny model w bialych boxerkach, zadnego oznaczenia koloru, jedynie naklejka XL oznaczajaca rozmiar

skoro rozmiar i kolor (jak sie wydaje) sie zgadza to biore nie jestem baba zeby przymierzac czy dobrze na dupie leza

okazalo sie niestety ze w pudelku na obrazku ktorych sa biale boxerki zawieraja czarne

a rzekomo kolor byl wyznaczony przez kolor naklejki XL, :-)

oczywiscie wymienic nie mozna
-
Gość: Łukasz, *.dynamic.chello.pl
2012/07/06 22:14:23
Czlowieniu, ogarnij się. Dostajesz papier jako dowód reklamacji to oczywistym jest, że musisz go mieć przy odbiorze. Pewnie gdyby sprzedawca poprosił Cię o dowód osobisty w celu weryfikacji zgodności danych osobowych ze zgloszeniem to tez byś sie tak oburzył jak o pytanie o miejsce zamieszkania? Skoro zapomniałeś papieru to zapowiedzielaj po niego i nie narzekaj na sprzedawców tylko na swoją skleroze.
-
2012/07/07 00:52:14
wszyscy wiedzą, że bez tego papierka reklamacji się nie załatwi. Niech Pan przestanie na swoim blogu usprawiedliwiać takie lebiegi.
-
2012/07/07 07:50:25
@ Gość: mak, 77-254-52-63.adsl.inetia.pl 2012/07/06 20:22:04

"Pytając o garnitur/rozmiar/kolor nie przestawała robić czegoś na komputerze, nie odezwała się do mnie ani słowem!"

Telepatka jakaś, znaczy się?
-
2012/07/07 08:04:21
A ja o Vistuli mam do powiedzenia tylko same dobre słowa, konkretnie o krakowskim sklepie przy Bohaterów Getta. Pracująca tam pani Jola (mam nadzieję, że dobrze zapamiętałem imię) znakomicie doradzała co kupić i w efekcie wyszedłem ze sklepu ze znacznie większymi zakupami niż planowałem.

W każdy sklepie można mieć pecha i trafić na fatalnego sprzedawcę ale sprzedawcy też trzeba potrafić pomóc i mieć jakiś pomysł co się chce samemu kupić.
-
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2012/07/07 09:24:42
brawo fellhot cala prawda o polsce i polskim spoleczenstwie (komuchach panach ,ludziach majacych szcescie badz wiedze, niewolnikach )
-
2012/07/07 11:51:21
Jaka perła w koronie?
Buty rozkleiły sie po godzinie chodzenia.
To jest po prostu teskowy sklep nakrapiany jak biedronka :)
-
Gość: gosia, *.adsl.inetia.pl
2012/07/07 12:23:50
ten pan co kupił bublowe buty to też jeszcze ma tupet, trzeba być mocno nierozsądnym, żeby jechać po odbiór butów bez tego świstka, jeszcze tak narzeka, że stracił 6 godzin! oh jeju, jakby miał głowę na miejscu głowy to by o tym pomyślał. "I jeszcze się pytała gdzie mieszkam?" jak taki z niego VIP że nikt nie ma prawa go o nic pytać to trzeba było odpowiedzieć z gracją zarezerwowaną dla vipów "co cię to obchodzi".
jak mnie denerwują tacy zadufani faceci grr
-
2012/07/07 13:11:58
Uporządkujmy fakty:
- inkryminowany klient, co wybrał się bez świstka po odbiór rzeczy jest niezbyt rozgarnięty,
- dramatu dopełnia trudny do uwierzenia fakt, że ktokolwiek zdecydował się kupić buty w MD,
- sieciówki alias śmieciówki to nieprzypadkowe podobieństwo..
-
Gość: któś, *.play-internet.pl
2012/07/08 08:16:46
Przyznam że nie przyszłoby mi do głowy wybranie się po reklamowany towar bez "papierków". Sprzedawca musi mieć jakąś możliwość sprawdzenia, czy osoba, która się zgłasza po reklamowany towar jest osobą właściwą (lub upoważnioną). Można sobie wyobrazić sytuację, w której inny klient podsłuchuje rozmowę reklamującego ze sprzedawcą i - we właściwym terminie - próbuje sie pod niego podszyć, by towar przejąć. Jakie jest prawdopodobieństwo zaistnienia takiej sytuacji - nie wiem, ale jest to możliwe; konieczność przyniesienia "papierków" mocno utrudnia takie oszustwa.
-
Gość: , 62.233.160.*
2012/07/08 11:50:42
chooj mnie szczelił to czytając marnitrastwo czasu kórwa
-
Gość: jak, *.teoc.pl
2012/07/08 13:47:16
Wzruszyła mnie ta historia... A poważnie mówiąc, autor powinien zastanowić się nad tym, jak odbiór tekstu potrafią zepsuć: niechlujna konstrukcja zdań i rażące błędy interpunkcyjne. A także takie drobnostki, jak mylenie słowa "ha" z "hę". Naprawdę nie wypada wytykać innym nieprofesjonalizmu, jeśli samemu jest się blogerem, któremu nie chce się zadbać o jakość tak krótkiego tekstu.
-
2012/07/09 13:05:37
Ekspedientce najlepiej powiedzieć: "Pisz to, krowo jedna, albo ci pomogę kopniakiem w tłuste dupsko". Każdą krowę da się złamać, tylko nie można być skulonym petentem.

A co do stroju obsługi: zajrzyjcie do Wola Parku w Warszawie do sklepu Bytom. Sprzedają garnitury. Sprzedawcy w adidasach z włosami na żel. Joł :)
-
Gość: Aneta, *.dsl.dynamic.t-mobile.pl
2012/07/09 21:22:32
bardzo popruszył mnie ten artykół, do tego stopnia że muszę się podzielić historią mojego męża mianowicie był wczoraj w jednym ze znanych marketów i .... chciał kupić bułki , ale były przyrumienione a zazwyczaj są koloru słomkowego !!!!! chciał kupić również sok pomarańczowy ale karton był wgnieciony!!!! do dziś nie możemy przestać o tym myśleć.
na tym poziomie jest powższy wpis na Pana blogu, bardzo gratuluję inwencji twórczej. Pozdrawiam
-
Gość: romEo, *.dynamic.chello.pl
2012/07/10 08:19:29
witam.
pracuję jako sprzedawca w dużej polskiej świecówce.
co do absurdalnych pomysłów klientów to ostatnio miałem pana, który zamówił towar na specjalne zamówienie.
następnego dnia zgłaszając się po odbiór (bez zamówienia) mówi do sprzedawcy - dzień dobry. proszę wydać mi mój towar.
sprzedawca na to - poproszę dowód zakupu, zamówienia.
klient - pan wie kim ja jestem - po dłuższej konsternacji - jestem architektem.
sprzedawca - ale żeby wydać towar muszę mieć potwierdzenie zakupu
klient - nie mam zamiaru jechać w czwartek po południu (około godziny 15)do biura po jakiś papier.
tutaj rozumiem klienta bo specjalnie też bym nie pojechał (jak wyszło z rozmowy około 800m dalej) po dokument skoro tak wcześnie kończę pracę;)
klient - jesteśmy w w U. europejskiej! to chyba o czymś świadczy - argument z przysłowiowej d...
sprzedawca wyjaśnia, że każdy mógłby w takim wypadku podać się za klienta i wziąć jego już opłacony towar.
klient - proszę znaleźć mnie w systemie po NIP i wystawić FVAT
sprzedawca - nie mogę tego zrobić ponieważ nie ma pan dowodu zakupu w postaci zamówienia z paragonem.
klient już stracił nerwy i powiedział powtórnie - ale ja jestem architektem
na sprzedawcy nie zrobiło to wrażenia i żeby zakończyć mękę klienta powiedział - pańska żona odebrała już towar.
klient zrobił się na twarzy niezdrowo czerwony i mówi - ja nie mam żony.
sprzedawca - ale pani nie miała dokumentu sprzedaży, twierdziła że jest żoną i odebrała towar taki jak pan zamawiał.
klient - co pan mi tutaj pier.... proszę o towar i fakturę.
pytanie do czytających - jak sądzicie kto miał rację? nie chodzi oczywiście o kwestie żony.
dla tych co zaczną komentować: do wystawienia FVAT jest potrzebny dowód zakupu. inaczej jeśli do faktury nie mamy paragonu, faktura nie może być rozliczona i karę ponosi sprzedawca.
wracając - klient zrozumiał po chwili na przykładzie żony że nie otrzyma towaru do momentu okazania zamówienia, wyciągu z konta mówiącego o płatności na rzecz firmy, lub interwencji innej instytucji. co lepsze jednak chciało się klientowi wybrać do firmy, bo 30 minut później był z dokumentem i skruszoną miną.
PAMIĘTAJMY:
szacunek dla każdej ze stron się należy.
myślenia nic nie jest w stanie zastąpić.
nie każdy architekt jest prezydentem:)
zawsze używaj empatii w rozmowie czy ze sprzedawcą czy klientem
jeśli masz firmę pomyśl też o szkoleniu pracowników w szerszym kierunku niż wyduszanie pieniędzy.
jeśli masz dużo pieniędzy nie zachowuj się jak burak.
myśl, myśl, myśl!
-
Gość: romEo, *.dynamic.chello.pl
2012/07/10 08:31:39
jeszcze jedno:
jeśli jeszcze jeden stary dziad przyjdzie na zakupy i poprosi mnie o rabat trzymając (dosłownie) legitymację ZOMO lub KC PZPR mówiąc - pan wie kim ja jestem? to za przeproszeniem "wyjebię" mu w ryj. to ci ludzie którzy teraz często otrzymują kilkutysięczne świadczenia emerytalne i proszą o rabat bo są biedni (córka ożeniona z francuzem nie chce wracać do polski, syn pracuje w Szwajcarii i też rodziców zostawił. teraz biedni muszą 2 mieszkania wynajmować studentom - w warszawie to z reguły dochód od 2500 do około 6000). mentalność ludzi się już nigdy nie zmieni.
PS. dobrze że za brak rabatu nie dostałem pałą po głowie - pewnie jeszcze u pana klienta nawyki pozostały.
-
Gość: Karol, *.tvk.torun.pl
2012/07/10 10:39:12
Ubolewac to można nad poziomem pana redaktorzyny i artykułu, który nam zaserwował. Po pierwsze teza postawiona w tytule nie ma żadnego pokrycia w artykule (którego czytanie zresztą dla osoby sięgającej czasem po książkę jest prawdziwą męką). Jedynym wnioskiem wynikającym z tekstu i przytoczonego przykładu jest konkluzja, że nowobogaccy panowie architekci (że posłużę się genialnym przykładem Kolegi z góry) uważają, że nie dotyczą ich zasady i reguły panujące w cywilizowanej firmie, a poziom ich ego znacznie przewyższa ich zdolności intelektualne (o kulturze nie wspominając).
P.S. Wytykając innym błedy pan piszący powinien sam popracowac nad sobą- czytanie ze zrozumieniem nie jest chyba jego mocną stroną bo z dokumentu dołączonego do artykułu (ciekawe swoją drogą czy za wiedzą zainteresowanego bo dośc swobodnie szafuje m.in. jego nr telefonu) wynika, że terminów niedotrzymanych było cztery, a nie pięc- przy pierwszej dacie jeśli dobrze widzę jest napisane "data zakupu". Niby szczegół, ale pokazuje jak pan redaktor przyłożył się do "tworzenia" tego artykułu. Więcej pokory i szerszego spojrzenia życzę!
-
Gość: Piafka, *.iwacom.net.pl
2012/07/10 16:39:50
Kurcze, co racja to racja. Coraz gorszej jakości - stylistycznie, merytorycznie, 'pomocowo' - są te wpisy. Kiedyś bardzo wyczekiwałam wpisów, teraz chyba tylko z przyzwyczajenia zaglądam co jakiś czas. Nie ma żadnego komentarza od autora, czasem tylko wrzuci odpowiedź drugiej strony - sprzedawcy, producenta, etc. Większość postów nie wnosi także niczego. No może poza dumą ludzi, którzy przesyłają swe emaile, że ich sprawa została opisana. A szkoda, dobrze się kiedyś zapowiadało. Fajnie było wiedzieć, czego unikać, jak sobie radzić z nieuczciwymi...
-
Gość: , *.knf.gov.pl
2012/07/11 14:08:23
Do wszystkich którzy marudzą, że potrzeba świstka po odbiór reklamowanego towaru: a nie wystarczyłoby aby Pani wylegitymowała tego człowieka i poprosiła by napisał oświadczenie, że odebrał? Wystarczyłoby. Do tego jak już mają takie durne procedury to niech chociaż grzecznie odmówi a nie się cwanie mądrzy. Po pierwsze ta kobieta tam nie stoi dla pięknych oczu, po drugie jak ktoś chce dwocipów czy ciętych ripost to idzie na kabaret.
-
Gość: MIrek, *.knf.gov.pl
2012/07/11 14:09:02
Do wszystkich którzy marudzą, że potrzeba świstka po odbiór reklamowanego towaru: a nie wystarczyłoby aby Pani wylegitymowała tego człowieka i poprosiła by napisał oświadczenie, że odebrał? Wystarczyłoby. Do tego jak już mają takie durne procedury to niech chociaż grzecznie odmówi a nie się cwanie mądrzy. Po pierwsze ta kobieta tam nie stoi dla pięknych oczu, po drugie jak ktoś chce dwocipów czy ciętych ripost to idzie na kabaret.
-
Gość: krysiek, *.torun.mm.pl
2012/07/13 18:58:11
Gościu, zastanów się co piszesz. Myslisz ze jak kupisz buty w Massimo za 400 zł to czerwony dywan przed Toba rozwina? Akurat bylem w sklepie i robilem zakupy podczas Twojej reklamacji - naucz sie najpierw kultury a potem wymagaj od sprzedajacych. Dzis wszyscy mysla ze klient ma zawsze racje a wielu przpadkach jest odwrotnie. No coz buractwa nigdy nie brakowalo
-
Gość: rozczarowana, *.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2012/07/13 20:15:03
Słaby, bardzo słaby artukuł. Proponuję zająć się ważniejszymi sprawami niż problemami sfrustowanych ludzi. Pani ekspedientce gratuluje cierpliwosci i nie ugiecia sie przed klientem ktory mysli ze krzykiem i obrazaniem sprzedawcy osiagnie to czego chce.
I jeszcze jedna sprawa, klient ktory obraza sprzedawce, krzyczy, zachowuje sie agresywnie, grozi zasługuje Waszym zdaniem na szacunek, usmiech i zaproszenie na ponowne zakupy?
-
Gość: zbysiunia, *.tvk.torun.pl
2012/07/14 19:18:40
Gdy sprzedawca wydaje towar, jest zobowiązany zabrać Panu papierek uprawniający do odbioru towaru. Jeśli wydałaby Panu buty "na piękne oczy" nie ma gwarancji że za tydzień nie zobaczy Pana ponownie, już z odpowiednim dokumentem i zamiarem zrobienia awantury "gdzie są moje buty". Niestety takie oszustwa się zdarzają i trzeba się przed tym w jakiś sposób bronić. Sprzedawcy nie święci, mają swoją cierpliwość i prawo by bronić się przed nieuprzejmym zachowaniem, nie ma co oczekiwać że ktoś na kogo bezpodstawnie się napada będzie do ostatniej kropli krwi przemiły, nie płacą im tyle by to wytrzymali.
-
Gość: , *.hicron.com
2012/07/15 13:23:04
zapamiętajcie sobie wszyscy krzykacze i krytykujący bufoni...
Rejestr klauzul niedozwolonych numer 2685:
"Do reklamowanego lub zwracanego produktu konieczne jest dołączenie paragonu". koniec i kropka.
Czytać nie znaczy wierzyć beznamiętnie - wasze przyzwyczajenia i nieprzyjemne komentarze aż bolą.
-
2012/11/06 13:54:39
Dokładnie bez paragonu nic się nie zdziała (chociaż prawo konsumenckie mówi co innego). Trzeba uważać żeby nie zgubić paragonu w szczególności gdy udajemy się na promocje. Warszawa i inne duże miast z galeriami uznaje jedynie paragony przy reklamacji, a czasami nawet z nimi ich nie uznają.
-
Gość: Tomek, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/06/30 13:06:23
Kiedy poprosiłem o ciemny garnitur w cenie około 500Zł (cena promocyjna reklamowana na stronę internetowej od 499PLN) w odpowiedzi usłyszałem, że za 500zł to mogę poszukać na Świebodzkim (targowisko we Wrocławiu). Szok. Był to salon Vistuli w Arkadach Wrocławskich. Będę interweniował w tej sprawie.
-
Gość: olka, *.esnet.pl
2013/12/26 13:39:30
Pamiętajcie tylko, że sprzedawcy to też ludzie. Nie dość, że muszą trzymać się procedur wyznaczonych przez firmę, bo są rozliczani z tego, to jeszcze obsługuję klientów, którzy nie zawsze są równie mili. Sama jestem sprzedawcą i nie raz byłam określana jako gówniara, smarkata, głupia i gorzej, bo na przykład bogata Pani klientka kupiła sukienkę, poszła sobie w niej gdzieś i chciała oddać wypraną, bo ona ma paragon (towar nie miał nawet metki) i ma prawo oddać w ciągu 30 dni a jest przecież naszą stałą klientką... Nie wieszajcie psów na sprzedawcach, bo klienci nie raz też nie są święci. Jesteśmy w sklepie 3 lub 4 klientów jest 15 i każdy chce indywidualnej i natychmiastowej obsługi. Nie rozerwiemy się i nikt się nie odezwie w naszej obronie, nikt nie zrozumie, że mamy tylko dwie nogi i dwie ręce, ale każdy chce już natychmiast.
-
Gość: Sprzedawca, *.koronowo.com.pl
2014/01/20 23:41:36
Czytając ten wpis widzę jak bardzo klient nie potrafi "wczuć się" w pracownika takiego sklepu. Nie każdy ma tyle środków na koncie żeby wydawać sobie na buty i rzucać się do sprzedawcy. Jako pracownik jednej z takich sieciówek, chcę tylko przedstawić mój punkt widzenia na opisany wyżej przypadek.

W sklepie obowiązują nas sprzedawców pewne zasady, z resztą jak w każdej pracy są jakieś procedury których należy się trzymać. Jak mam wyjaśnić szefowej która mnie z tego rozlicza że pan który przyszedł po buty nie wygląda na złodzieja bo ma "miłą twarz" czy "no przecież ten pan to architekt, po co mu dokumenty!". Staramy się wszyscy być zawsze uprzejmi ale to jest praca jak każda inna a my sprzedawcy jesteśmy ludźmi jak wszyscy inni. Kiedy mam za zadanie szukać butów, odbierać numerki od przymierzalni i patrzeć na "pikające" bramki, wskazanie palcem na garnitury i tak jest pomocą... Miejcie świadomość ludziska że nad nami też stoi szef, a nad nim ktoś jeszcze wyżej i to nie sprzedawca ustala politykę firmy a to zazwyczaj jemu najbardziej się "obrywa"...
-
Gość: rzetelny, 217.153.76.*
2014/07/07 13:28:22
Także spotkało mnie niemiłe rozczarowanie Vistulą. Zakupiony u nich sweter, zbiegł się i postrzępił na rękawie po przepłukaniu, jeszcze przed pierwszym użyciem. Vistula zrzuciła wszystko na złą konserwację wyrobu. Konserwacja była dobra, lecz jak to udowodnić? Rozprucie na rękawie ewidentnie spowodowane niestarannym szwem - nawet nie odnieśli się do tego. :(
Generalnie nie polecam, bo w przypadku wady towaru wszystko "zgonią" na klienta.
-
Gość: Karola, *.toya.net.pl
2014/08/09 09:51:56
Mnie zdarzyło siepracować w serwisie agd. Gdy przyszedł klient po odbiór bew kwitka (kwitek wielkkosci A4, nie każdy nosi taki arkuszw portfelu), to szukało się wg nazwiska i artykułu, czjnik w czajnikach, suszrtkę w suszarkach. , czsem klient sam pokazywał dowód, ze on to on, podpisywał, że 'odebrano bez kwitu" i po sprawie.
Karola