Piotr Miączyński
Od ponad dekady dziennikarz gospodarczy GW. Współautor książki "Fortuna po polsku" oraz „Łowców Milionów".
RSS


Blog > Komentarze do wpisu

Co się dzieje z niesprzedanym karpiem? 

To już koniec sezonu na karpia. Osoby które chcą go jeszcze zjeść muszą się pospieszyć. Zaraz zniknie ze sklepów. Na nasze stoły karp trafia zazwyczaj raz w roku. Przeciętny Polak zjada go rocznie niespełna pół kilograma. Aż 90 proc. z tego przypada na dwa grudniowe tygodnie przed wigilią.

Karp ma swoich gorących zwolenników, jak i również zażarte grono przeciwników, określających go jako kulinarny koszmar (że niby jedzie mułem), ale jest symbolem tych świąt. Sieci handlowe machają tą rybą niczym transparentem, chwaląc się co roku najniższymi cenami. Pojedynek jest o prestiż i o klienta. Sieci mają bowiem nadzieję, że tani karp przyciągnie konsumenta, którzy przy okazji zrobi większe zakupy.

I tak w tym roku można go było kupić w Biedronce za 9,50 zł za kilogram (płat ze skórą)  czy za 7,99 za kilogram żywego karpia w Carrefourze.

Ten poziom cen jest już na tyle niski, że hodowcy, którzy dostarczają rybę musza się już zdrowo nakombinować aby na takiej transakcji odnotować jakikolwiek zysk.

W końcu karpia zanim się sprzeda hoduje się przez dwa, trzy lata. W tym czasie powinien on zjeść pszenicy za jakieś 6 zł.

z21150684Q

Co się dzieje z niesprzedanym karpiem?

Na moje pytanie co się dzieje z nie sprzedaną rybą polskie Tesco nieco się usztywniło węsząc chyba pułapkę.

- Ilość ryb, jaka trafia do naszych sklepów wynika z prognoz, które powstają w oparciu o wyniki sprzedaży z lat poprzednich, jak i o zwyczaje zakupowe naszych klientów. W tym roku, jak i w latach ubiegłych wszystkie karpie zamówione przez Tesco zostały sprzedane – twierdzi biuro prasowe sieci.

Powiem szczerze, że wątpię. Owszem sieci zamawiają taki towar (co by nie mówić szybko psujący się) niezwykle starannie. Ale nawet przyjmując założenie, że przez sklepy brytyjskiej sieci przeszedł dziki tabun karpiożerców, to zawsze z zamówionego towaru coś zostanie.

Bardziej wymowne są dyskonty.

Sekwencja wydarzeń jest ich zdaniem następująca. Na początek niesprzedanego karpia się po prostu przecenia.

I tak w środę płat karpia ze skórą kosztował w Biedronce 8,90 zł za kilogram. Gdy termin przydatności ryby zbliża się do końca wycofuje się go z tzw. sali sprzedaży.

Później karp nie jest wyrzucany na śmietnik jak mogłoby się wydawać, tylko odbierany przez wyspecjalizowane firmy,  które gwarantują recykling resztek.

- Niesprzedane ryby przerabiane są na tłuszcze oraz komponenty wykorzystywane przy produkcji pasz dla zwierząt – twierdzi Aleksandra Robaszkiewicz z Lidla.

Swoją drogą Senat pracuje nad projektem ustawy o przeciwdziałaniu marnowania żywności. Zgodnie z projektem sklepy o powierzchni ponad 250 m kw. musiałby przekazywać żywność na cele charytatywne.

Jeśli by tego nie zrobiły groziłaby im kara (5 tys. zł od sklepu). Ministerstwo Rolnictwa wolałoby zamiast kar wprowadzić jednak ulgi podatkowe dla sieci, które się na taki ruch zdecydują. Resort boi się bowiem, że sklepy w obawie przed karami zaczną zwracać niesprzedany towar do dostawców.

Prace więc idą w ślimaczym tempie.

Jak karp trafił na nasze stoły?

Karp w Polsce jest znany od wieków. Pierwszy podręcznik o jego hodowaniu powstał w 1573 r. Było to dzieło Olbrychta Strumieńskiego "O sprawie, sypaniu, wymierzaniu i rybieniu stawów". Decyzja, by karp trafił na nasze wigilijne stoły, aż tak odległa nie jest. To powojenny wymysł ówczesnego ministra przemysłu i handlu Hilarego Minca.

Minc znany jest głównie z tzw. wojny o handel, bo w czerwcu 1947 r. przeforsował nowe prawo, zgodnie z którym każdy właściciel sklepu mógł być skazany na 5 lat więzienia i wysoką grzywnę za zbyt wysokie ceny. To miało pomóc w opanowaniu braków towaru na rynku. A że brakowało również ryb, Minc stanął przed wyzwaniem największym: czym zastąpić na wieczerzy wigilijnej śledzia?

Potrzebna była jakaś ryba hodowlana. Minc nie myślał zbyt długo. Jako Żyd z pochodzenia jadł często karpia, który w kuchni żydowskiej był bardzo popularny. Partia ogłosiła więc hasło: "karp na każdym stole wigilijnym w Polsce". Od tej pory Centrala Rybna dostarczała go raz do roku ku uciesze ludu pracującego miast i wsi. Obecnie największe hodowle karpia znajdują się w woj. lubelskim i na Śląsku.

Karpiowi mówimy do zobaczenia za rok. 

---

Już jest moja książka o kupcach, sklepach i rzemieślnikach, w czasach, kiedy wszystko robiono ręcznie.

- I tak od anegdoty do anegdoty, od obrazka rodzajowego do dygresji dwaj dziennikarze "Gazety Wyborczej" Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski snują opowieści o polskich rodzinnych biznesach i największych fortunach, których początki sięgają jeszcze wieku XIX. Historie rodów wplecione są w barwne dywagacje na temat realiów życia w poszczególnych epokach: jak się robiło zakupy w czasach Bolesława Prusa? Gdzie chodziło się na obiady w międzywojniu? Czy w czasie wojny za sprzedaż befsztyków można było trafić na Pawiak? Co w PRL-u groziło za nieodpracowanie socjalistycznych studiów? 

- Aneta Szeliga  "Metro"

- Książka "Fortuna po polsku" to opowieść o ostatnich Mohikanach przedsiębiorczości, którym udało się przetrwać najtrudniejsze czasy. Budzi we mnie smutne refleksje. Fortuna - jak to fortuna - kołem się toczy. Historia też lubi zataczać koło. Po 1989 r. ponownie zapaliło się zielone światło dla ludzi z inicjatywą, którzy w III RP zbudowali nowe fortuny. Teraz rząd przebąkuje o renacjonalizacji przedsiębiorstw, w kupców uderzyć mają nowe podatki. Gdyby książka ta ukazała się przed rokiem, potraktowałbym ją jak wartko napisaną opowieść z przeszłości. Dziś czytam ją jak swego rodzaju memento. Wedel znów może stać się zakładami z jakąś słuszną datą w nazwie, zaś Bracia Jabłkowscy - Centralnym Domem Towarowym.

- Jerzy S. Majewski "Gazeta Stołeczna"

Książka Kostrzewskiego i Miączyńskiego nosi podtytuł "Dynastie, sukces i pieniądze w wielkim stylu". Przywodzi to na myśl opowieści z kolorowych magazynów, w których bogacze pławiący się w luksusie opowiadają, jak zarobili miliony. Takie historie w niej znajdziemy, ale jest ona czymś więcej - nie tylko opowieścią o ludzkiej wytrwałości wbrew wszelkim przeciwnościom, ale również swoistym memento. W Polsce rzadko kiedy można było robić biznes dłużej niż przez kilka lat, po 1989 r. trwa to już całe ćwierć wieku. Ciekawe, czy nadejdzie znów taki moment, że historia strąci z cokołów polskie dynastie biznesowe.

- Adam Leszczyński "Ale Historia" 

6354

czwartek, 29 grudnia 2016, miaczynski

Polecane wpisy

Komentarze
2016/12/29 13:09:14
Tesco możliwe że się spięło, bo to chyba oni mieli problem z karpiami, które się wysypały na podłogę. Tak mi się kojarzy, że to oni. Co do wyrzucania - muszę przyznać, że ja akurat za karpiem nie przepadam i nawet w święta go nie jem, ale też nigdy się nie zastanawiałem nad tym co się robi z tymi niesprzedanymi rybami. A powinienem, dziękuję.
-
2016/12/30 10:53:27
To co wyrabia Tesco Polska to przechodzi wszelkie pojęcie, dlatego nic dziwnego, że się "spięli"-mogli myśleć, że znowu ktoś wygadał jakie mają praktyki, jak traktują pracowników, co wyrabiają sfrustrowani pracownicy etc. :)) A karp jest dobry jak się go przyrządzi. Tyko niepojęte jest, że ryby można sprzedawać świeże, mrożone, świeże na tackach, w patach, a z karpiem wciąż cyrki, bo muszą go sprzedawać żywego z basenu :( A to ryba nie cierpi jak się ją maltretuje tyle czasu? Też powinni szybko zabijać i sprzedawać świeże lub mrożone. Ładna ryba, jak jest oczyszczona i upieczona z ziołami jest pyszna. Sam mam kupione świeże płaty, oczyszczone i zamrożone w zamrażarce. Świeżą się je na już, a póxniej sobie wystarczy wyjąć, doprawić i do piekarnika. I jest pysznie.
-
Gość: Kamil 32, *.cable.smsnet.pl
2016/12/30 16:47:20
Od dziecka zajadałem się karpiem. Przed świętami pływały w wannie. Z czasem nabrałem wstrętu do handlowców, przez co te ryby przechodzą, tylko przez ludzką chciwość. Od kilku lat nie miałem karpia w ustach :).
-
2017/01/05 14:39:28
Niesprzedane karpie zapewne trafiają jako komponent do paluszków rybnych, ale past... zapewne jest wiele możliwości...
-
2017/01/06 12:28:41
Nie jem tej ryby.
Szkoda że wciskają go jako pewnego rodzaju symbol świąt. Tak jak obecnie nastała mania lansowania się z "czerwonym tirem" od tego kreta "Coli".

Lepiej byłoby aby każdy sam w zależności od zasobów pozwolił na dowolne 12 potraw. Czy 5. Bo przecież korona nikomu z głowy nie spadnie gdy na stole będzie tylko 8 dań. Ważne aby były smaczne oraz móc je zjeść w świetnym gronie.
-
2017/02/11 16:01:40
Nie lubię tej ryby. Na święta sprzedawane są głównie te ze sztucznych hodowli.
-
2017/02/14 18:16:42
nie przepadam za karpiem
-
2017/02/21 10:29:32
Ciekawa infografika. Nie wiedziałam, że tak to wygląda :/ Producent zawsze na końcu...
-
2017/02/21 22:28:49
ble