Piotr Miączyński
Od ponad dekady dziennikarz gospodarczy GW. Współautor książki "Fortuna po polsku" oraz „Łowców Milionów".
RSS


RSS
środa, 18 lutego 2009

...kiedy operatorzy zaczną odcinać użytkowników od sieci za ściąganie. A tego nie zrobią, bo kto wówczas instalowałby szerokopasmowe łącza internetowe?

Piractwo rodzi chciwość.

- Wyobraź sobie, że jesteś w empiku - mówi Michał Sztacheta, prawnik w dużej warszawskiej korporacji. - Wkładasz do koszyka, co chcesz. Dajmy na to, kolekcję wszystkich płyt Milesa Davisa, nową płytę Kultu, ścieżkę dźwiękową
z "Dumy i uprzedzenia". Dokładasz gry: "Cywilizację 4", "Fifę 2006". I trochę filmów. A teraz z tym koszykiem mijasz kasę i wychodzisz. Nikt cię nie zatrzymuje. I jutro robisz to znowu. Na tej samej zasadzie. Fajnie, nie?

Michał przez 462 dni ściągnął za darmo z internetu 571 GB. Daje to 835
filmów lub 117 tys. piosenek w formacie MP3. Muzykę trzyma  na komputerze. Filmy leżą w czarnych klaserach pod ścianą. - Oglądam je rzadko - przyznaje Michał rozbrajająco. - Czasu mam mało. Ale
lubię kolekcjonować.

Michal byl bohaterem tekstu jaki napisałem ze Zbyszkiem Domaszewiczem dwa lata temu. Do dziś zmienilo się tyle, że Michał Sztacheta na koncie ma już nie 571 GB tylko grubo ponad 2,5 TB.

Dlaczego ciągniemy? Bo, jesli coś można dostać za darmo to czemu za to placić?

Nie przekonują mnie argumenty piratów - nie kupuję, bo plyty są za drogie. Jeszcze niedawno film na dvd kosztował 100 zł. Dziś 50 zł. czyli rownowartość dwóch biletów do kina. Czy sprzedaż płyt dvd wzrosła? Nie. Czy
wzrosłaby gdyby hollywoodzka nowość kosztowała 20 albo 10 zł? Też nie sądzę.


Śmiać mi się chce jak czytam na forum gazeta.pl argumenty: "od kazdej sprzedanej płytki CD uznany wykonawca (np. U2, Beyonce, Coldplay) otrzymuje około 50 centów przy cenach albumów oscylujących w granicach 10-15$.Muzycy
głównie zarabiaja na trasach koncertowych".

To co okradać duży koncern można, bo artysta zarabia na płytach?
Złodziejstwo pozostanie złodziejstwem.

Z drugiej strony dzisiejszy nazwijmy to rynek utworów audiowizualnych nie nadąża za rzeczywistością. Najnowsze odcinki amerykańskich seriali w rodzaju: "Grey's Anatomy",  "Desperate Housewives"  czy "Lost" oglądam ściągnięte z sieci, bo nie chce mi sie czekać aż zostaną pokazane przez polską telewizję.

Gdy serial wychodzi na dvd, kupuję go w sklepie. Nie zmienia to faktu, że oglądając wczesniej seriale -  łamię amerykańskie prawo autorskie. Chcialbym tego nie robić, ale nie mogę. Bo w Polsce nie jestem w stanie legalnie
skorzystac choćby z internetowej wypożyczalni filmów iTunes (ze względu na prawo autorskie zakupy w tym sklepie wymagają amerykańskiej karty kredytowej).
22:49, miaczynski
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 lutego 2009
Od kilku dni w ramach czyszczenia mieszkania wystawiam na Allegro stare numery "Playboy'a".  Pierwszy numer tego miesięcznika pojawił się u nas  w grudniu 1992 roku,  w czasach gdy demokracja w Polsce dopiero się zaczynała, a królik
był symbolem wejścia RP  do strefy krajów cywilizowanych. Co zabawne -polskiego "Playboy'a"  na rynek wprowadzał zdeklarowany gej Tomasz Raczek.


Dziś jeden egzemplarz  "Playboy'a"  kosztuje 10 zl. Pewien internauta  za pierwszy numer magazynu oferował mi wczoraj 200 zł. Daje to stopę zwrotu przez ostatnie 17 lat na poziomie ponad 10 proc. rocznie.

Patrząc z tej perspektywy  na naszą gospodarkę można się zastanawiać ile inwestycji dało przez ostatnie lata tak stabilny wzrost? Akcje? Spoglądając na to co dzieje się na naszej giełdzie - nie bardzo. Swarzędz i Krosno, dwie
firmy, którymi  handlowano na inauguracyjnej sesji giełdy 16 kwietnia 1991 r. właśnie sa w trakcie skręcania trumny na swój pogrzeb. Krosno złożyło wniosek o upadłość.  Swarzędz nie widzi już szans na prowadzenie biznesu.
Fundusze inwestycyjne? Nie sądzę.

Lokaty bankowe? Dają zarobić, ale nie aż tak, jak kultowy magazyn z rozbieranymi laskami.  Złoto? W  siedemnastoletnim starciu  z "Playboy'em" - jednak przegrywa.   Nieruchomości? Może, choć ostatnio ich właścicielom ewentualne  zyski mocno się  kurczą.



Chyba właśnie mamy odpowiedź co chroni nasze pieniądze i przynosi solidny zarobek.



Kaczki.



Tfu.

Króliki.
17:50, miaczynski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 lutego 2009
Modły do św. Franciszka: spadaj, spadaj!!

3,24 zł za franka. Złoty wciąż słaby. Kiedy wzrośnie? Nie wiadomo.  Kto traci? To wiadomo. Polska klasa średnia.
Osoby, które mają kredyty mieszkaniowe we  frankach. Kto winien? Jak zawsze -  spekulanci.

Ile osób zaczyna dzień od spoglądania na kursy walut?

Ile osób zaczyna zastanawiać się czy stać je na kolejną ratę?

Gdzie dla przeciętnego gospodarstwa domowego zaczyna się próg bólu,  po przekroczeniu, którego  ludzie zamiast zanieść pieniądze do banku powiedzą "pas"? Przy kursie 3,5  zł w marcu? A może 4 zl w maju?

A jeszcze pól roku temu było tak pięknie. Posiadacz kredytu we frankach patrzył na swojego kolegę (zadłużonego w zlotówkach) jak na retarda.

Chcąc niechcąć dziś wszyscy przechodzimy dokuczliwą lekcję ekonomii. Dla niektórych ta lekcja jest jednak bardziej bolesna. Od kilku tygodni media w kraju opisują zwarcie między mBankiem i Multibankiem (oba należą do BRE), a
kilkunastotysięczną grupą ich klientów.

O oprocentowaniu kredytów mieszkaniowych we franku decydują zazwyczaj dwie rzeczy: wysokość stóp procentowych w Szwajcarii, oraz marża czyli zarobek banku. Marża jest stała. Oprocentowanie się zmienia, kiedy stopy procentowe
idą w górę bądź w dól. Część klientów  BRE ma jednak oprocentowanie ustalane decyzją zarządu banków. Kiedy stopy szły w gorę - oba banki ochoczo podnosiły oprocentowanie kredytów. Dziś, gdy szwajcarskie stopy są rekordowo
małe mBank i Multibank o żadnych obniżkach nie chcą slyszeć.

Klienci BRE zaalarmowali  media. Co działo sie później  - wiadomo.

Straty banków jesli chodzi o opinię są gigantyczne i bardzo trudne do odrobienia. Zarówno mBank jak i Multibank w gronie swoich docelowych klientów będą musialy walczyć ze stereotypem bankowej Biedronki. Kosztować
to będzie fortunę. Podobnie jak fortunę za naprawę  swego wizerunku zaplaciła Biedronka. Taniej by bylo pewnie obniżyc oprocentowanie w styczniu o 0,5 pkt proc...

Obawiam się jednak, że w tej wojnie klienci mBanku i Multibanku stoją na straconej pozycji. Odejść z banków nie mogą - bo wzięcie nowego kredytu na spłatę starego w tym momencie jest ekonomicznym samobójstwem.

Ich zadłużenie z miejsca byłoby o 30 - 40 proc. większe niż w momencie zaciągania kredytu. Gdzie są zresztą chętni do przygarnięcia uciekinierów z BRE?

Spora część klientów BRE nie ma zresztą zdolności kredytowej na nową pożyczkę we frankach. Poza tym -  aby zaciągnąć nowy kredyt mieszkaniowy trzeba by było zlikwidować karty kredytowe, spłacić kredyty samochodowe etc.

BRE o tym wszystkim doskonale wie. I liczy, że kiedy kurs franka spadnie (optymistycznie można przyjąć, że nastapi to za dwa lata) zlość klientów cześciowo zmaleje. A wtedy banki złożą im nową ofertę współpracy.


I prosze mi wierzyć  - większość osób tę ofertę przyjmie.

Autor ma kredyt mieszkaniowy we frankach szwajcarskich. 

18:35, miaczynski
Link Komentarze (6) »
sobota, 14 lutego 2009

Nazywam się Piotr Miączyński i jestem dziennikarzem Gazety Wyborczej. Wkrótce pojawi się tu mój blog.
Kiedy?
Też zadaję sobie to pytanie.
Do zobaczenia!

 

 

 

 

23:55, miaczynski
Link Dodaj komentarz »
1 ... 76 , 77 , 78