Piotr Miączyński
Od ponad dekady dziennikarz gospodarczy GW. Współautor książki "Fortuna po polsku" oraz „Łowców Milionów".
RSS


RSS
poniedziałek, 27 listopada 2017

Ledwie w ubiegłym tygodniu Sejm uchwalił ustawę, która pozwala samorządom od stycznia 2018 ograniczyć sprzedaż alkoholu w nocy, czyli między 22 a 6 rano.

Nowe prawo wprowadza też generalny zakaz jego picia w miejscach publicznych (gmina może jednak wyznaczyć miejsca, gdzie on nie obowiązuje) oraz umożliwia limitowanie placówek, które mogą alkohol sprzedawać.

A tu proszę resort zdrowia ma kolejny pomysł.

Zmienią się napisy na etykietach piwa, wódki oraz wina.

Producenci będą musieli podawać na nich wykaz składników alkoholu, informacje o ich wartości odżywczej (niezależnie od tego, czy środek spożywczy je zawiera, czy nie) oraz wartości energetycznej.

„Napoje alkoholowe są źródłem kalorii (1g etanolu dostarcza 7 kcal), o czego nie są świadomi wszyscy konsumenci. Ponadto napoje alkoholowe mogą zawierać w swoim składzie dodatki w postaci soków, syropów, cukru, słodu, a także barwników, które mogą podwyższać wartość energetyczną napojów, a tym samym sprzyjać dodatniemu bilansowi energetycznemu (175 ml czerwonego wina to około 120 kcal, 0,5 l piwa to 132 kcal, a 50 ml wódki to 112 kcal). Spożywanie produktów zawierających znaczną ilość substancji dodatkowych, tj. barwników, aromatów czy konserwantów może działać drażniąco na błonę śluzową przewodu pokarmowego, a także sprzyjać występowaniu odczynów alergicznych.” - informuje ministerstwo.

I dokłada nawet do uzasadnienia ładną tabelkę. O proszę.

Zrzut_ekranu_20171127_o_19.19.07 

Jak rozumiem ministerstwo kalkuluje, że jak obywatele zobaczą ile kalorii ma taka flaszka wina, to ani chybi zrezygnują z zakupu.

Nowe przepisy wprowadzają również zakaz sprzedaży alkoholu w postaci proszku, kryształu, żelu lub pastylce. Resort przekonuje, że np. alkohol w proszku można łatwiej przemycić do szkoły i tam go spożywać. Ponadto według urzędników istnieją obawy, że alkohol w takiej postaci bardziej skłania do jego nadużywania – szczególnie przez młodzież, gdyż wydaje się czymś nowym, „a także w o wiele ciekawszej formie”.

Wreszcie ministerstwo chce ograniczyć (to już kolejna w ostatnich latach próba) reklamy piwa. Nie będą mogły być emitowane w telewizji, radiu, kinie i teatrze między godziną 6 a 23 (obecnie między 6 a 20). To powrót do stanu sprzed 2002 roku. 

„Badania potwierdziły, że zwiększenie o 5 minut dziennie reklamy alkoholu w telewizji powoduje, że młody konsument codziennie wypija 5 gramów czystego alkoholu więcej.” – pisze w uzasadnieniu projektu ministerstwo.

Pomysły ograniczenia spożycia w narodzie alkoholu są zacne i warto im przyklasnąć.

Aczkolwiek z tymi pomysłami jest też tak, że jak się za bardzo przegnie, to skończy się jak zwykle, czyli alembikiem...

 

 

--

Już jest moja książka o kupcach, sklepach i rzemieślnikach, w czasach, kiedy wszystko robiono ręcznie.

- I tak od anegdoty do anegdoty, od obrazka rodzajowego do dygresji dwaj dziennikarze "Gazety Wyborczej" Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski snują opowieści o polskich rodzinnych biznesach i największych fortunach, których początki sięgają jeszcze wieku XIX. Historie rodów wplecione są w barwne dywagacje na temat realiów życia w poszczególnych epokach: jak się robiło zakupy w czasach Bolesława Prusa? Gdzie chodziło się na obiady w międzywojniu? Czy w czasie wojny za sprzedaż befsztyków można było trafić na Pawiak? Co w PRL-u groziło za nieodpracowanie socjalistycznych studiów? 

- Aneta Szeliga  "Metro"

- Książka "Fortuna po polsku" to opowieść o ostatnich Mohikanach przedsiębiorczości, którym udało się przetrwać najtrudniejsze czasy. Budzi we mnie smutne refleksje. Fortuna - jak to fortuna - kołem się toczy. Historia też lubi zataczać koło. Po 1989 r. ponownie zapaliło się zielone światło dla ludzi z inicjatywą, którzy w III RP zbudowali nowe fortuny. Teraz rząd przebąkuje o renacjonalizacji przedsiębiorstw, w kupców uderzyć mają nowe podatki. Gdyby książka ta ukazała się przed rokiem, potraktowałbym ją jak wartko napisaną opowieść z przeszłości. Dziś czytam ją jak swego rodzaju memento. Wedel znów może stać się zakładami z jakąś słuszną datą w nazwie, zaś Bracia Jabłkowscy - Centralnym Domem Towarowym. 

- Jerzy S. Majewski "Gazeta Stołeczna"

Książka Kostrzewskiego i Miączyńskiego nosi podtytuł "Dynastie, sukces i pieniądze w wielkim stylu". Przywodzi to na myśl opowieści z kolorowych magazynów, w których bogacze pławiący się w luksusie opowiadają, jak zarobili miliony. Takie historie w niej znajdziemy, ale jest ona czymś więcej - nie tylko opowieścią o ludzkiej wytrwałości wbrew wszelkim przeciwnościom, ale również swoistym memento. W Polsce rzadko kiedy można było robić biznes dłużej niż przez kilka lat, po 1989 r. trwa to już całe ćwierć wieku. Ciekawe, czy nadejdzie znów taki moment, że historia strąci z cokołów polskie dynastie biznesowe.

- Adam Leszczyński "Ale Historia" 

6354

 

19:23, miaczynski
Link Komentarze (4) »
środa, 01 listopada 2017

Potrzebowałem powerbanka. Wiem, że są zakupy bardziej pierwszej potrzeby niż powerbank. Dajmy na to chleb. Albo mleko.

Normalnie elektronikę podobnie jak i agd kupuję przez internet. Ale ja akurat następnego dnia wyjeżdżałem i potrzebowałem mieć coś czym będę mógł naładować telefon czy tablet będąc w terenie.

Poszedłem więc do najbliższego centrum handlowego, stanąłem przed półką w Saturnie i oczom mym okazał się ten oto artykuł.

 DSC_2223

Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale ręka mi jak widać drgnęła. Proszę zwrócić uwagę na cenę: 79,90 zł.  Dla dalszej historii jest ona dość istotna.

Włożyłem powerbanka do koszyka ustawiłem się przy kasie, odstałem 10 minut a na koniec miła i sympatyczna pani powiedziała: 109 zł 

Myślałem , że się przesłyszałem, ale nie. Ona powtórzyła jeszcze raz: 109 zł  

Na moje uprzejme stwierdzenie, że na półce cena jest inna, pani równie uprzejmie odpowiedziała, że takie rzeczy to z pracownikiem stoiska. W tym momencie nie ukrywam poczułem pewne drgnięcie urażonej ambicji. Zrobiłem więc w tył zwrot, sprawdziłem jeszcze raz czy aby na pewno mam rację. 

Miałem.

Zrobiłem zdjęcie produktu z ceną, tak aby nie było wątpliwości (to to z drgającą ręką). I zacząłem szukać pracownika stoiska.

Jak wie każdy kto robił zakupy w elektromarkecie (sklepie sportowym, sieciówce odzieżowej) łatwe to nie jest. Po kilku minutach jednak mi się udało znaleźć kogoś. Tym kimś  był młody człowiek w wieku ot tak na oko lat 25: 

-Widzi pan,  cena na półce, jest inna niż przy kasie - zagaiłem. 

Pan wyjął utrojstwo elektroniczne do sprawdzania takich rzeczy i pokiwał po chwili głową twierdząco, że  cena się nie zgadza.

Później sprawdziłem na stronie internetowej faktycznie jest inna:

 Zrzut_ekranu_20171011_o_20.42.36Zrzut_ekranu_20171011_o_20.42.361

- Ale dlaczego się nie zgadza – zapytałem, przyznaję głupio, bo wiem dlaczego.

- Mieliśmy przemeblowanie i tutaj żadna cena się nie zgadza - odpowiedział beztrosko młody człowiek.

Trochę mnie to przyznam zaskoczyło. Bo zaznaczam w Saturnie cenówki są elektroniczne. Ich zmiana nie jest więc trudna. Jest wręcz banalnie łatwa. Wystarczy cenę wpisać w systemie, aby się od ręki zmieniła na półce.

- Ja kupuję ten produkt w cenie na półce – odpowiedziałem.

Na to pan skwitował:

- Mogę iść po kierownika.

- To niech pan idzie – odpowiedziałem.

Pan umknął niczym sen złoty. Wrócił po kilku minutach, nie z kierownikiem, ale z fakturą, opiewającą na 77,90 zł I w takiej też cenie kupiłem powerbanka, co jednak zamiast kwadransa trwało minut trzydzieści.

 Zrzut_ekranu_20171101_o_13.03.08

Dlaczego pan kierownik i sklep się w końcu złamali?

Bo nikt mi tutaj nie robił żadnej łaski.

W wersji krótszej: art. 5 ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług mówi wyraźnie: 

"W przypadku rozbieżności lub wątpliwości co do ceny za oferowany towar lub usługę konsument ma prawo do żądania sprzedaży towaru lub usługi po cenie dla niego najkorzystniejszej."

Koniec i kropka. 

A jak komus mało to dodatkowo: art. 543 kodeksu cywilnego brzmi:

"Wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży."

Co to oznacza? Gdy wrzuciłem do koszyka powerbanka przyjąłem ofertę sklepu. I nie ma tu znaczenia, że ktoś mówi, że się pomylił. Albo, że cena jest już nieaktualna. Płatność jest tu tylko formalnością.

Dlaczego?

Ano zgodnie z art. 70 Kc. umowę uznaje się za zawartą w chwili otrzymania przez składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu  Czyli sprzedaż nie zależy od potwierdzenia transakcji przez pracownika sklepu.

Oczywiście w podobnych sytuacjach trzeba pamiętać o kilku rzeczach:

  1. Nie dać się zniechęcić (próbowano tego w moim przypadku dwukrotnie, odsyłając mnie od kasy oraz proponując wezwanie kierownika).
  2. Trzeba zrobić dla celów dowodowych na wszelki wypadek fotografię produktu z ceną.

Ile osób zdecuduje się jednak walczyć w takiej sprawie? Niewiele. Wiekszość kupi produkt w cenie przy kasie, albo wyjdzie ze sklepu. 

--

Już jest moja książka o kupcach, sklepach i rzemieślnikach, w czasach, kiedy wszystko robiono ręcznie.

- I tak od anegdoty do anegdoty, od obrazka rodzajowego do dygresji dwaj dziennikarze "Gazety Wyborczej" Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski snują opowieści o polskich rodzinnych biznesach i największych fortunach, których początki sięgają jeszcze wieku XIX. Historie rodów wplecione są w barwne dywagacje na temat realiów życia w poszczególnych epokach: jak się robiło zakupy w czasach Bolesława Prusa? Gdzie chodziło się na obiady w międzywojniu? Czy w czasie wojny za sprzedaż befsztyków można było trafić na Pawiak? Co w PRL-u groziło za nieodpracowanie socjalistycznych studiów? 

- Aneta Szeliga  "Metro"

- Książka "Fortuna po polsku" to opowieść o ostatnich Mohikanach przedsiębiorczości, którym udało się przetrwać najtrudniejsze czasy. Budzi we mnie smutne refleksje. Fortuna - jak to fortuna - kołem się toczy. Historia też lubi zataczać koło. Po 1989 r. ponownie zapaliło się zielone światło dla ludzi z inicjatywą, którzy w III RP zbudowali nowe fortuny. Teraz rząd przebąkuje o renacjonalizacji przedsiębiorstw, w kupców uderzyć mają nowe podatki. Gdyby książka ta ukazała się przed rokiem, potraktowałbym ją jak wartko napisaną opowieść z przeszłości. Dziś czytam ją jak swego rodzaju memento. Wedel znów może stać się zakładami z jakąś słuszną datą w nazwie, zaś Bracia Jabłkowscy - Centralnym Domem Towarowym. 

- Jerzy S. Majewski "Gazeta Stołeczna"

Książka Kostrzewskiego i Miączyńskiego nosi podtytuł "Dynastie, sukces i pieniądze w wielkim stylu". Przywodzi to na myśl opowieści z kolorowych magazynów, w których bogacze pławiący się w luksusie opowiadają, jak zarobili miliony. Takie historie w niej znajdziemy, ale jest ona czymś więcej - nie tylko opowieścią o ludzkiej wytrwałości wbrew wszelkim przeciwnościom, ale również swoistym memento. W Polsce rzadko kiedy można było robić biznes dłużej niż przez kilka lat, po 1989 r. trwa to już całe ćwierć wieku. Ciekawe, czy nadejdzie znów taki moment, że historia strąci z cokołów polskie dynastie biznesowe.

- Adam Leszczyński "Ale Historia" 

6354

 

13:19, miaczynski
Link Komentarze (12) »