Piotr Miączyński
Od ponad dekady dziennikarz gospodarczy GW. Współautor książki "Fortuna po polsku" oraz „Łowców Milionów".
RSS


RSS
środa, 01 listopada 2017

Potrzebowałem powerbanka. Wiem, że są zakupy bardziej pierwszej potrzeby niż powerbank. Dajmy na to chleb. Albo mleko.

Normalnie elektronikę podobnie jak i agd kupuję przez internet. Ale ja akurat następnego dnia wyjeżdżałem i potrzebowałem mieć coś czym będę mógł naładować telefon czy tablet będąc w terenie.

Poszedłem więc do najbliższego centrum handlowego, stanąłem przed półką w Saturnie i oczom mym okazał się ten oto artykuł.

 DSC_2223

Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale ręka mi jak widać drgnęła. Proszę zwrócić uwagę na cenę: 79,90 zł.  Dla dalszej historii jest ona dość istotna.

Włożyłem powerbanka do koszyka ustawiłem się przy kasie, odstałem 10 minut a na koniec miła i sympatyczna pani powiedziała: 109 zł 

Myślałem , że się przesłyszałem, ale nie. Ona powtórzyła jeszcze raz: 109 zł  

Na moje uprzejme stwierdzenie, że na półce cena jest inna, pani równie uprzejmie odpowiedziała, że takie rzeczy to z pracownikiem stoiska. W tym momencie nie ukrywam poczułem pewne drgnięcie urażonej ambicji. Zrobiłem więc w tył zwrot, sprawdziłem jeszcze raz czy aby na pewno mam rację. 

Miałem.

Zrobiłem zdjęcie produktu z ceną, tak aby nie było wątpliwości (to to z drgającą ręką). I zacząłem szukać pracownika stoiska.

Jak wie każdy kto robił zakupy w elektromarkecie (sklepie sportowym, sieciówce odzieżowej) łatwe to nie jest. Po kilku minutach jednak mi się udało znaleźć kogoś. Tym kimś  był młody człowiek w wieku ot tak na oko lat 25: 

-Widzi pan,  cena na półce, jest inna niż przy kasie - zagaiłem. 

Pan wyjął utrojstwo elektroniczne do sprawdzania takich rzeczy i pokiwał po chwili głową twierdząco, że  cena się nie zgadza.

Później sprawdziłem na stronie internetowej faktycznie jest inna:

 Zrzut_ekranu_20171011_o_20.42.36Zrzut_ekranu_20171011_o_20.42.361

- Ale dlaczego się nie zgadza – zapytałem, przyznaję głupio, bo wiem dlaczego.

- Mieliśmy przemeblowanie i tutaj żadna cena się nie zgadza - odpowiedział beztrosko młody człowiek.

Trochę mnie to przyznam zaskoczyło. Bo zaznaczam w Saturnie cenówki są elektroniczne. Ich zmiana nie jest więc trudna. Jest wręcz banalnie łatwa. Wystarczy cenę wpisać w systemie, aby się od ręki zmieniła na półce.

- Ja kupuję ten produkt w cenie na półce – odpowiedziałem.

Na to pan skwitował:

- Mogę iść po kierownika.

- To niech pan idzie – odpowiedziałem.

Pan umknął niczym sen złoty. Wrócił po kilku minutach, nie z kierownikiem, ale z fakturą, opiewającą na 77,90 zł I w takiej też cenie kupiłem powerbanka, co jednak zamiast kwadransa trwało minut trzydzieści.

 Zrzut_ekranu_20171101_o_13.03.08

Dlaczego pan kierownik i sklep się w końcu złamali?

Bo nikt mi tutaj nie robił żadnej łaski.

W wersji krótszej: art. 5 ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług mówi wyraźnie: 

"W przypadku rozbieżności lub wątpliwości co do ceny za oferowany towar lub usługę konsument ma prawo do żądania sprzedaży towaru lub usługi po cenie dla niego najkorzystniejszej."

Koniec i kropka. 

A jak komus mało to dodatkowo: art. 543 kodeksu cywilnego brzmi:

"Wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży."

Co to oznacza? Gdy wrzuciłem do koszyka powerbanka przyjąłem ofertę sklepu. I nie ma tu znaczenia, że ktoś mówi, że się pomylił. Albo, że cena jest już nieaktualna. Płatność jest tu tylko formalnością.

Dlaczego?

Ano zgodnie z art. 70 Kc. umowę uznaje się za zawartą w chwili otrzymania przez składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu  Czyli sprzedaż nie zależy od potwierdzenia transakcji przez pracownika sklepu.

Oczywiście w podobnych sytuacjach trzeba pamiętać o kilku rzeczach:

  1. Nie dać się zniechęcić (próbowano tego w moim przypadku dwukrotnie, odsyłając mnie od kasy oraz proponując wezwanie kierownika).
  2. Trzeba zrobić dla celów dowodowych na wszelki wypadek fotografię produktu z ceną.

Ile osób zdecuduje się jednak walczyć w takiej sprawie? Niewiele. Wiekszość kupi produkt w cenie przy kasie, albo wyjdzie ze sklepu. 

--

Już jest moja książka o kupcach, sklepach i rzemieślnikach, w czasach, kiedy wszystko robiono ręcznie.

- I tak od anegdoty do anegdoty, od obrazka rodzajowego do dygresji dwaj dziennikarze "Gazety Wyborczej" Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski snują opowieści o polskich rodzinnych biznesach i największych fortunach, których początki sięgają jeszcze wieku XIX. Historie rodów wplecione są w barwne dywagacje na temat realiów życia w poszczególnych epokach: jak się robiło zakupy w czasach Bolesława Prusa? Gdzie chodziło się na obiady w międzywojniu? Czy w czasie wojny za sprzedaż befsztyków można było trafić na Pawiak? Co w PRL-u groziło za nieodpracowanie socjalistycznych studiów? 

- Aneta Szeliga  "Metro"

- Książka "Fortuna po polsku" to opowieść o ostatnich Mohikanach przedsiębiorczości, którym udało się przetrwać najtrudniejsze czasy. Budzi we mnie smutne refleksje. Fortuna - jak to fortuna - kołem się toczy. Historia też lubi zataczać koło. Po 1989 r. ponownie zapaliło się zielone światło dla ludzi z inicjatywą, którzy w III RP zbudowali nowe fortuny. Teraz rząd przebąkuje o renacjonalizacji przedsiębiorstw, w kupców uderzyć mają nowe podatki. Gdyby książka ta ukazała się przed rokiem, potraktowałbym ją jak wartko napisaną opowieść z przeszłości. Dziś czytam ją jak swego rodzaju memento. Wedel znów może stać się zakładami z jakąś słuszną datą w nazwie, zaś Bracia Jabłkowscy - Centralnym Domem Towarowym. 

- Jerzy S. Majewski "Gazeta Stołeczna"

Książka Kostrzewskiego i Miączyńskiego nosi podtytuł "Dynastie, sukces i pieniądze w wielkim stylu". Przywodzi to na myśl opowieści z kolorowych magazynów, w których bogacze pławiący się w luksusie opowiadają, jak zarobili miliony. Takie historie w niej znajdziemy, ale jest ona czymś więcej - nie tylko opowieścią o ludzkiej wytrwałości wbrew wszelkim przeciwnościom, ale również swoistym memento. W Polsce rzadko kiedy można było robić biznes dłużej niż przez kilka lat, po 1989 r. trwa to już całe ćwierć wieku. Ciekawe, czy nadejdzie znów taki moment, że historia strąci z cokołów polskie dynastie biznesowe.

- Adam Leszczyński "Ale Historia" 

6354

 

13:19, miaczynski
Link Komentarze (11) »